ROZKAZ MINISTRA SIŁ ZBROJNYCH ZWIĄZKU SRR nr 009 9 czerwca 1946 Moskwa. Ściśle tajny. Rada Ministrów ZSRR uchwałą z dnia 3 czerwca z. Zatwierdził propozycję Naczelnej Rady Wojskowej z 1 czerwca w sprawie zwolnienia marszałka Związku Radzieckiego Żukowa ze stanowiska Naczelnego Dowódcy Wojsk Lądowych i tym samym dekretem zwolnił marszałka Żukowa z pełnienia funkcji zastępcy DZIECI STALINA: najświeższe informacje, zdjęcia, video o DZIECI STALINA; Dziadek miał przed sobą 320 km, według Google Maps pieszo 66 godzin. Wędrował dwa tygodnie. Zbigniew Rokita 23 października spotkał się z czytelnikami w szczecińskiej Książnicy Pomorskiej (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl) Jeśli jeszcze nie czytaliście "Odrzanii", nie będę was trzymać w niepewności: to jest ta książka, na którą czekaliście. Chyba że ktoś liczył na wyjaśnienie wszystkich tajemnic 11 sierpnia mija 80 lat od rozpoczęcia wymierzonej w Polaków operacji NKWD. Na rozkaz Jeżowa na terenie ZSRS rozpoczęto akcję likwidacji ludności polskiej. Historycy nie mają wątpliwości Dlaczego ludzie chcą latać w kosmos? 26.11.2023. Sezon zimowy. Czas na narty. Zadbaj o przygotowanie. Zgodnie z oficjalnym komunikatem Józef Stalin zmarł 5 marca 1953 roku. Polacy o zgonie lirik maula ya sholli wasallim daiman abada maher zain. Ważne pojęcia: PZPR – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza powstała 15 grudnia 1948 r. z połączenia Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i Polskiej Partii Socjalistycznej (odłam PPS zwany początkowo RPPS – Robotniczą Partią Polskich Socjalistów); na czele PZPR stanął Bolesław Bierut; z partii usunięto Władysława Gomułkę pod zarzutem „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”Bolesław Bierut – komunista; w latach 1948-1956 stał na czele PZPR; w latach 1947-1952 pełnił funkcję prezydenta, w latach 1952-1954 był premierem; zmarł w Moskwie w marcu 1956 r.; wokół jego osoby rozwinął się kult jednostki – nazywany „ojcem ojczyzny”, jego imię nosiły zakłady pracy i uliceStalinizm w Polsce – komuniści pozwolili na działalność Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego; pozostałe partie zostały zdelegalizowane; rozprawiono się z opozycją i zbrojnym podziemiem; życie społeczno-gospodarcze poddano całkowitej kontroli władzy komunistycznej; socrealizm w kulturze i sztuce (np. kult chłopów i robotników w literaturze, malarstwie; neoklasycyzm w budownictwie – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa w Warszawie, dzielnica Nowa Huta w Krakowie); propaganda komunistyczna w środkach masowego przekazu; wpływ władzy na edukację dzieci i młodzieży, działalność Związku Młodzieży Polskiej i Służby PolsceRepresje polityczne – prześladowanie polskich działaczy niepodległościowych, procesy generałów (np. kara śmierci dla gen. Augusta Emila Fieldorfa-Nila, rotmistrza Witolda Pileckiego), prześladowania, tortury, zmuszanie do składania fałszywych zeznań; represje wobec Kościołów w Polsce – konfiskata majątków, laicyzacja społeczeństwa, pokazowe procesy księży (np. biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka), aresztowanie prymas Stefana Wyszyńskiego, ograniczenia w budownictwie sakralnymStefan Wyszyński – prymas Tysiąclecia; w latach 1953-1956 internowany z rozkazu władz komunistycznych; w Komańczy napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego; zorganizował obchody Tysiąclecia Chrztu Polski; uczestniczył w obradach soboru watykańskiego II; był jednym z inicjatorów listu biskupów polskich do biskupów niemieckichKonstytucja PRL – uchwalona 22 lipca 1952 r. wprowadziła nową nazwę państwa – Polska Rzeczpospolita Ludowa; godło – orzeł bez korony; jednoizbowy sejm; duża rola Rady Państwa, która miała prawo wydawać dekrety z mocą ustawy; zniesiono urząd prezydenta; w konstytucji były zapisane szerokie prawa obywatelskie, ale ich nie przestrzegano; w praktyce najważniejszą rolę polityczną spełniała PZPR i jej pierwszy sekretarz Ważne daty: 15 grudnia 1948 r. – powstanie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR)22 lipca 1952 r. – uchwalenie konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (PRL) "Powyższy materiał został opracowany przez Przeczytanie i zapamiętanie tych informacji ułatwi Ci zdanie klasówki. Pamiętaj korzystanie z naszych opracowań nie zastępuje Twoich obecności w szkole, korzystania z podręczników i rozwiązywania zadań domowych." Już w najbliższy piątek o godz. w Przystanku Historia IPN odbędzie się prezentacja najnowszej książki Piotra Zychowicza. Uczestnicy spotkania będą mieli okazję wysłuchać debaty pomiędzy autorem "Sowietów" i prof. Nikołajem Iwanowem. Dyskusję poprowadzi historyk Piotr Dmitrowicz. "Sowieci" to druga po bestsellerowych "Żydach" książka z cyklu Opowieści niepoprawne politycznie. Autor stawia w niej tezę, że bolszewizm był gorszy od nazizmu, a Stalin gorszy od Hitlera. I na potwierdzenie tej tezy ma mocne argumenty. Piotr Zychowicz opisuje zapomniane bestialskie zbrodnie popełnione przez Sowietów oraz wojnę wywiadowczą między II RP a ZSRS. W "Sowietach" znalazły się też opowieści o wielkich prowokacjach KGB i krwawych wewnętrznych czystkach, o gwałcicielach z Armii Czerwonej i kanibalach z łagrów GUŁagu. Autor rozprawia się również z mitami „wielkiej wojny ojczyźnianej”, które stanowią fundament polityki historycznej współczesnej Rosji. 2 grudnia -2016, godz. Przystanek Historia IPN ul. Marszałkowska 21/25, Warszawa Zapraszamy! Źródło: Przystanek Historia IPN Zniszczenia wojenne były ogromne. Warszawa, przed II wojną światową porównywana do Paryża, zmieniła się w morze gruzów, straciwszy aż 85 proc. zabudowy. O podniesieniu miasta z ruin oficjalnie zdecydowały komunistyczne władze, już 14 lutego 1945 r. tworząc Biuro Odbudowy Stolicy (BOS). Zanim jednak podjęto urzędowe kroki, to sami mieszkańcy zaczęli remontować budynki, które się do tego nadawały. Warszawa miała szansę znów być niemal tak piękna, jak przed wojną, ale zupełnie inną wizję mieli komuniści z Józefem Stalinem na czele. Nie jest tajemnicą, że decyzja o odbudowie Warszawy tak naprawdę zapadła w Moskwie. Z kilofem na fasady Choć Stalin nienawidził Syreniego Grodu, to właśnie on chciał, by wciąż był on polską stolicą i wrócił do życia. Ale nie jako miasto z "burżuazyjną zabudową", a jako nowy, socjalistyczny twór. Jednak nie tylko radzieckim władzom można przypisać winę za zmianę charakteru zabudowy Warszawy. Proces ten zaczął się już przed wojną, kiedy modny stał się modernizm. Jego wielbiciele uważali takie style jak eklektyzm czy secesja za szczyt kiczu. Często się zdarzało, że w imię modernizacji miasta skuwano bogate elewacje kamienic. Po wojnie, ze względu na zniszczenia, z łatwością dało się przebudować całe miasto. "Moderniści" kontra "zabytkowicze" Na szczęście nie wszyscy pracownicy BOS mieli tak radykalne poglądy. Tzw. moderniści, których twarzą był szef biura Roman Piotrowski, ścierali się z "zabytkowiczami" reprezentowanymi przez Jana Zachwatowicza. To właśnie jemu zawdzięczamy odbudowę warszawskiej Starówki i Nowego Miasta oraz ulic Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Mimo że dziś legendarny wręcz jest rabunek cegieł przywożonych do Warszawy ze zrujnowanych Ziem Odzyskanych, to władza ukuła hasło "Cały naród buduje swoją stolicę" i właśnie jako wspólny wysiłek Polaków odbudowa miasta jest do dziś postrzegana. Kamienice i pałace do piachu Obecnie tylko miłośnicy Warszawy wiedzą, że jej odbudowa wiązała się ze zniszczeniem co najmniej kilkuset mieszczańskich kamienic nadających się do odbudowy, ale niepasujących do nowej koncepcji, szczególnie po zadekretowaniu w 1949 r. socrealizmu, którego najjaskrawszym przykładem, oprócz PKiN, jest Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa. W jej miejscu wznosiły się przed wojną siedziby najbogatszych warszawskich kupców, jak choćby przepiękny Dom pod Syrenami. Do nowego wizerunku nie pasowała też obłędna Filharmonia Warszawska. Choć spłonęła już w 1939 r., to nadawała się do odbudowy, ale zamiast niej wzniesiono socrealistyczną Filharmonię Narodową. Wśród wartościowych budynków, których nie odbudowano, można wymienić choćby zastąpione skwerami pałac Badenich czy czerwony pałac Branickich, Wielką Synagogę (dziś wznosi się tu 120-metrowy wieżowiec) oraz wille Wernickiego i Lilpopa zastąpione budynkiem ambasady USA. Podstępy Zachwatowicza Sam Zachwatowicz często musiał używać podstępów, aby odbudować dany obiekt. Tak było choćby z murami obronnymi na Starówce, których komuniści nie chcieli, bo bali się, że będą służyły za schronienie spiskowcom. Zachwatowicz argumentował, że bez murów świetnie widoczne staną się odbudowane staromiejskie kościoły, czego władza chciała uniknąć. Co ciekawe, wiele kamienic istnieje po dziś dzień tylko dlatego, że zajęli je partyjni urzędnicy. Mówili oni, że nie przyłożą ręki do "akcji niszczenia Warszawy". Sam Bolesław Bierut na początku lat 50. zatrzymał wyburzenia "modernistów" słowami: "Jak tak dalej pójdzie, tylko Stare Miasto nam zostanie". Jak więc widać, choć Polska stolica uchodzi za przykład powojennej odbudowy, to równie dobrze można ją określić mianem nieodbudowanej. Pałac Brühla W cieniu Pałacu Saskiego wznosił się oszałamiający wręcz pałac Brühla. Rokokowa rezydencja w XVIII w. należała do Henryka Brühla, wpływowego pierwszego ministra i faworyta króla Augusta III. W 1932 r. doskonałej przebudowy gmachu dokonał architekt Bohdan Pniewski na potrzeby ówczesnego MSZ, którego siedziba mieściła się w pałacu tuż przed wojną. Budynek wysadzono wraz z Pałacem Saskim i wraz z nim ma szansę zostać odbudowany. Teraz w jego miejscu znajduje się niezagospodarowana działka. Pałac Kronenberga "Oto pomnik mojej głupoty" - miał powiedzieć Leopold Kronenberg, obrzydliwie bogaty XIX-wieczny finansista, kiedy świat ujrzał jego warszawską siedzibę. Oszałamiający eklektyczny pałac stanął przy dzisiejszym pl. Małachowskiego i był koszmarnie drogi - budowa kosztowała okrągły milion rubli w złocie. Pałac został wypalony w 1939 r., ale jego doskonale zachowane mury rozebrano dopiero w latach 60.! Dziś w jego miejscu widzimy zachodnią ścianę modernistycznego Hotelu Sofitel, dawna Victoria. Pasaż Simonsa i ul. Nalewki Nalewki są przykładem zagłady całej ulicy. Przez lata stanowiły tętniący życiem fragment dzielnicy żydowskiej, po powstaniu w getcie z 1943 r. były doszczętnie zniszczone. Nie zdecydowano się na ich odbudowę, teraz znajduje się tu park i pusta ul. Bohaterów Getta. Jednym z ciekawszych budynków był duży dom handlowy zwany Pasażem Simonsa. Obecnie nie ma po nim śladu. W 2011 r. pojawił się projekt jego odbudowy, jednak tylko lekko nawiązujący do przedwojennego budynku. Pałac Saski Pałac Saski to sztandarowy symbol Warszawy niedobudowanej. Przed wojną jego imponująca kolumnada zachwycała warszawiaków. Powstała w miejsce XVII-wiecznego pałacu należącego do królów Augusta II i III, którego skrzydła przebudowano w stylu klasycystycznym. W XIX w. jedno z mieszkań zajęli, wraz z maleńkim synem, rodzice Fryderyka Chopina. W 1925 r. w centralnej części kolumnady umieszczono Grób Nieznanego Żołnierza, który został oszczędzony przez hitlerowców podczas wysadzenia pałacu w 1944 r. i istnieje do dziś. Obecnie trwa dyskusja nad odbudową pałacu. Mógłby się w nim mieścić nowy warszawski ratusz. Dom Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Rosja" Brak Domu Towarzystwa Ubezpieczeniowego "Rosja" to jedna z bardziej dotkliwych strat w kamienicznej tkance Warszawy. Bogato zdobiony budynek przy ul. Marszałkowskiej wzniesiono w ostatnich latach XIX w. Łączył funkcje biurowe i mieszkalne. W 1944 r. został spalony przez Niemców, jego mury rozebrano do I piętra. Pozostałości gmachu zostały wkomponowane we wnętrza nowego budynku tzw. Dom pod Sedesami, zupełnie niepodobnego do imponującego poprzednika. Obecnie w jego miejscu planuje się budowę nowego biurowca, przez co znikną najpewniej pozostałości "Rosji". Archikatedra św. Jana Chrzciciela Powojenna katedra tak się zrosła z Warszawą, że mało kto pamięta, iż przed 1939 r. wyglądała zupełnie inaczej. Wygląd średniowiecznej fasady kościoła nie jest znany, wiadomo, że w baroku przebudowano ją według ówczesnej mody, ale wystrój ten został w XIX w. zastąpiony zupełnie nową kreacją w stylu neogotyku angielskiego. Po II wojnie światowej prof. Jan Zachwatowicz zaprojektował autorski, nigdy nieistniejący front katedry, nawiązujący do gotyku nadwiślańskiego. Możemy go podziwiać do dziś. Kamienica Taubenhausa Olbrzymi neogotycki budynek w Al. Ujazdowskich powstał na zlecenie kamienicznika Matiasa Taubenhausa. Mieściły się w nim luksusowe apartamenty na wynajem. Jeśli ktoś miał tam mieszkanie, jasne było, że należy do śmietanki towarzyskiej przedwojennej Warszawy. Kamienica została uszkodzona podczas działań wojennych, ale nadawała się do odbudowy. Niestety, na początku lat 50. XX w. ją rozebrano, tworząc skwer, który jest tam po dziś dzień. Zobacz: Tak ZATONĄŁ Titanic. Oto największe tajemnice [GALERIA] Brytyjskie plany wywołania w 1945 r. wojny światowej przeciw Sowietom były całkiem realne. Niebagatelną rolę mieli w niej odegrać Polacy - zarówno ci na Zachodzie, jak i ci w krajuPopularne w Polsce przekonanie, że Churchill cynicznie sprzedał nas w Jałcie Stalinowi, nie do końca odpowiada prawdzie. Realizując interesy mocarstwa, postąpił po prostu jak wytrawny polityczny gracz. Co wcale nie znaczy, że uważał porządek, który zapanował w Europie w 1945 r., za dany raz na tym, że Churchill nienawidził Rosji sowieckiej i zdawał sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo ideologia komunistyczna stanowi dla świata, świadczy wiele faktów. Historycy przypominają na przykład niezrealizowany plan pod kryptonimem "Pika" - bombardowania sowieckich instalacji naftowych na Kaukazie w 1940 r. Przypomnijmy, że przed 22 czerwca 1941 r. ZSRS był oficjalnie sojusznikiem Hitlera, więc zniszczenie Baku, Batumi i Groznego mogły gospodarczo sparaliżować oba kraje. Po inwazji niemieckiej Związek Radziecki stał się nieoczekiwanie aliantem Wielkiej Brytanii, zatem plan odłożono ad polityce sojusze nie trwają wiecznie, szczególnie w polityce brytyjskiej, roszczącej sobie od wieków prawo do stabilizowania sytuacji na kontynencie. Gdy więc w kwietniu Churchill zdał sobie sprawę, że Sowieci na dniach zdobędą Berlin i staną u wrót Europy, polecił komórce sztabowej British Armed Forces Joint Planning Staff opracować sekretny plan powstrzymania radzieckich dywizji. Przeszedł on do historii jako operacja "Unthinkable" (operacja "Nie Do Pomyślenia") i był tak naprawdę wstępem do III wojny brzmi to niewiarygodnie, ale stratedzy brytyjscy całkiem serio rozważali zbrojne starcie ze Stalinem - mającym apetyt na połknięcie Europy, ale osłabionym gromieniem III Rzeszy. W raporcie przesłanym Churchillowi sztabowcy planowali zmasowany atak na Rosję, a nawet ustalono jego datę - III wojna miała wybuchnąć 1 lipca 1945 r. Do krucjaty mieli dołączyć Amerykanie, choć zaznaczono, że ich rola będzie większa w dalekowschodnim teatrze wojny - obawiano się, że Stalin sprzymierzy się z Japonią. Co brzmi dla nas chyba najbardziej szokująco, u boku aliantów zachodnich na Stalina miało też pomaszerować 100 tys. niemieckich żołnierzy ze świeżo rozgromionego Wehrmachtu. Militarna strona operacji "Unthinkable" to jedno, propaganda to drugie. Otóż - jak zapisano w raporcie - oficjalnie celem działań zbrojnych miało być: "Wyrwanie Europy Wschodniej spod okupacji rosyjskiej", a szczególnie zapewnienie "uczciwego ładu dla Polski". Ale znów bądźmy świadomi, że Brytyjczycy nie kierowali się sympatią dla naszego kraju, ale czystym wyrachowaniem. Troska o Polskę zręcznie usprawiedliwiała prewencyjne uderzenia na wroga. Wymienienie w dokumencie Polski świadczyło jednak o tym, że polscy żołnierze też mieli być użyci w tej wojnie. I to u boku Niemców, swych śmiertelnych do niedawna głos Jonathanowi Walkerowi, brytyjskiemu historykowi, który dotarł w archiwach do zakurzonych planów sztabowców i napisał na ich podstawie książkę "Trzecia wojna światowa. Tajny plan wyrwania Polski z rąk Stalina". Gdy czyta się, jak wojskowi wyobrażali sobie pokonanie Rosjan, można przekonać się, jak bardzo brytyjskie wyobrażenia odbiegały od rzeczywistości: "Główna bitwa pancerna rozegrałaby się zatem na wschód od nowej granicy na Odrze i Nysie, gdzieś między Szczecinem a Bydgoszczą. Gdyby ta potężna konfrontacja zakończyła się pomyślnie, kolejnym celem aliantów byłoby zabezpieczenie liczącej blisko 400 kilometrów linii Gdańsk - Wrocław; wszelka dalsza ofensywa przed zimą wiązałaby się z wydłużeniem południowej flanki". Tu dodajmy, że także z niebezpieczeństwem ataku Czechów, którzy - jak dowodzili sztabowcy - stanęliby u boku z powyższego fragmentu widać, że III wojna miała mieć charakter totalny. Czołgi, lotnictwo, zmasowane bombardowania, niszczenie nie tylko wojsk, ale też miast, a niektórzy z wojskowych sugerowali nawet w przyszłości użycie atomu, nad którym gorączkowo pracowały laboratoria. Do tego spotęgowana akcja propagandowa skierowana do podbitych narodów: szpiedzy, wywiadowcy i dezinformacja. Na żart historii zakrawa to, że alianci poszliby wzorem Niemców i ich niesławnej operacji "Barbarossa" - parliby prosto na wschód w kierunku Mińska i Smoleńska. Co ciekawe, o ile planowana operacja "Unthinkable" byłą ściśle tajna, przekonanie, że kolejna wojna musi wybuchnąć, utrzymywało się z wielką siłą, szczególnie w Europie Wschodniej. Choć podziemie w Polsce zostało w styczniu 1945 r. formalnie rozwiązane, NKWD przejęło kontrolę nad terytorium, Brytyjczycy liczyli na poparcie ze strony antykomunistycznej opozycji. Ostatnie słowa rozkazu gen. Okulickiego rozwiązującego AK brzmiały wszak nieprzypadkowo: "Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem"."Mimo stopniowego rozpadu podziemia większość Polaków żywiła nadzieję, że lada moment wybuchnie zbrojny konflikt między Zachodem a Związkiem Radzieckim" - pisze Walker. Podobne nadzieje żywiły polskie władze na uchodźstwie. Profesor Jan Ciechanowski, powstaniec i historyk, twierdzi, że w III wojnę najgoręcej wierzyli były wódz naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski i gen. Władysław Anders. Im najtrudniej wśród polskiego politycznego establishmentu w Londynie było się pogodzić z tym, że Polska utraciła niepodległość. Militarne zderzenie Wschodu z Zachodem wydawało się jedynym sposobem na wyzwolenie Polski spod sowieckiej rolę w przyszłej wojnie mieli odegrać Polacy? "Po zdemobilizowaniu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, o czym mało kto wie, nasze wojsko wcale nie przestało istnieć. Przeszło raczej w stan uśpienia. Zachowano struktury poszczególnych jednostek, tzw. koła oddziałowe, w oparciu o które w każdej chwili - na wypadek III wojny światowej - można było odtworzyć armię. WLondynie działał nawet sztab generalny gen. Andersa" - mówił Ciechanowski w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" w 2010 prof. Ciechanowskiego jest znacznie więcej. Choćby ta, że plany udziału Polaków były aktualne jeszcze w latach 50., że w razie wybuchu wojny na terenie Wielkiej Brytanii mieli być zmobilizowani byli żołnierze z terenów Europy Zachodniej, że przyszła polska armia miał liczyć trzy dywizje, w tym nowoczesne formacje zmotoryzowane, wzorowane na US Army, albo że jej liczebność miała być powiększana o dezerterów z LWP. "W Londynie zakładano, że wojsko ludowe jest do wzięcia. Naturalnie należałoby usunąć politruków, sowieckich oficerów i tym podobne elementy. Masa żołnierska miała jednak pójść z nami" - twierdzi Ciechanowski. I jeszcze jeden fragment z prof. Ciechanowskiego dobrze ilustrujący złudne polskie nadzieje na wojnę z Sowietami: "Przydzielono mnie do 1. Pułku Legionów im. Józefa Piłsudskiego. To miał być pułk szturmowy. Na ulicach Londynu symulowaliśmy walkę w mieście. Nasza armia miała być bardzo nowoczesna. Ćwiczyliśmy stale użycie tzw. grup bojowych, których Amerykanie używają do dziś. Czyli atak batalionu czy nawet pułku wzmocnionego czołgami, artylerią samobieżną (...) Po roku 1956, gdy Zachód zaczął forsować politykę odprężenia i koegzystencji z Sowietami, szanse na konfrontację coraz bardziej malały i utrzymywanie tego uśpionego wojska nie miało sensu".Ale Brytyjczycy porzucili plany wojenne znacznie wcześniej. Konfrontacji ze Stalinem odmówili Amerykanie, a i sam Stalin zatrzymał się na Łabie, trawiąc wojenne zdobycze w Europie Wschodniej. Wśród brytyjskich sztabowców coraz częściej było słychać, że wojna z ZSRS jest nierealna, bo jest zbyt potężny. Już 22 maja 1945 r. dowództwo w raporcie do Churchilla stwierdziło, że ewentualna operacja wojenna jest wysoce ryzykowna. Ten jeszcze nie podjął decyzji, zażądał sporządzenia planu na wypadek ewentualnej agresji Sowietów na Wyspy Brytyjskie, ale on sam też zdawał sobie sprawę, że wojny nie będzie. A przynajmniej w takim sensie, o jakim myślał. Europę czekał inny rodzaj konfrontacji - zimnowojenne okowy. Winston Churchill - główny orędownik wojny ze Stalinem. Po pokonaniu Hitlera w sowieckiej Rosji widział wroga imperium Jest styczeń 1962 roku. Rządzącą Polską ekipę Władysława Gomułki odwiedza Wielki Brat z Moskwy – I sekretarz radzieckiej partii komunistycznej Nikita Chruszczow, następca Stalina. Notable i ich świta bawią się i polują w Białowieży. Bawią się na całego, i to tak niefrasobliwie, że idzie z dymem zabytkowy białowieski Domek Myśliwski, pamietający jeszcze czasy carskie. Lecz nie tylko o zabawę w tym spotkaniu chodzi. W drodze na polowanie polscy towarzysze zasypują Chruszczowa pytaniami o destalinizację. Dopytują go o poprzednika, którego "błędy i wypaczenia" odważył się ujawnić. W końcu Chruszczow nie wytrzymuje: "Co wy tak się uparliście na tego Stalina? Przecież to był Polak." Stalin – czyli Józef Wissarionowicz Dżugaszwili – Polakiem? To brzmi jak kiepski dowcip. Ale świadkiem wspomnianych rozmów był milicyjny generał Franciszek Szlachcic, człowiek ministra Mieczysława Moczara . Relacjonując to w 1988 roku dziennikarzowi "Wprost" Markowi Zieleniewskiemu, wciąż nie krył emocji. "To było dość niesamowite. Opowiedziałem o tej rozmowie Moczarowi – nie uwierzył, napomknąłem [premierowi] Cyrankiewiczowi. »Jeszcze nam tego brakowało« – skomentował. Nie dawało mi to jednak spokoju i będąc w Moskwie zacytowałem słowa Chruszczowa pewnemu staremu czekiście. »To nie żart« – zaśmiał się. I opowiedział, jak to znany badacz Azji polskiego pochodzenia, hrabia Przewalski, poznał ubogą Gruzinkę. Ta prosta dziewczyna urodziła dorodnego chłopaka. Była jednak zbyt niskiego stanu, aby liczyć na dozgonne więzy z hrabią, więc szybko znaleziono dla niej męża. Był nim biedny szewc-pijaczyna. Nazywać się miał Dżugaszwili". Potem Szlachcic otworzył przed dziennikarzem encyklopedię, a następnie porównał zdjęcia Przewalskiego i Stalina. Zwrócił szczególną uwagę na spojrzenie, o którym radziecki tygodnik "Ogoniok" napisał: "Pamięć tego wzroku do dzisiaj przejmuje niektórych dreszczem"… Fiksacja pierwszego sekretarza Szlachcic przyznał we wspomnieniach "Gorzki smak władzy", że próbował jeszcze wyciągnąć coś od Chruszczowa, lecz ten nie podjął tematu ojca Stalina. Jednak "wydawało się, że wie coś o tym". Chruszczow długo już nie porządził. W 1964 roku stracił władzę. Do tematu Stalina i Polski wrócił w swoich "Fragmentach wspomnień". Jakby nie słyszał o stalinowskich zbrodniach na Polakach, podkreślał "propolską" politykę poprzednika: "Stalin sprzyjał polskiemu kierownictwu i robił wszystko, żeby Związek Radziecki Polsce dopomógł, czasem nawet z krzywdą dla Związku Radzieckiego. Mam na myśli okropny głód na Ukrainie w latach 1946-47 na skutek klęski nieurodzaju. Ukraina oddała wszystko, co mogła oddać, ale planu jednak nie wykonała. Kołchozy i kołchoźnicy mieli dosłownie puste stodoły, tam był głód, zdarzały się wypadki ludożerstwa i to nie jeden ani dwa. A w tym czasie zebrane z Ukrainy zboże wysyłano do Polski". Chruszczow pisał o tym jako znawca – w końcu był za Stalina szefem komunistycznej partii na Ukrainie. Jak jednak zaznaczał, o wysyłce zboża decydował wąski krąg osób, Ukraińcy nie byli tego świadomi. Polacy zaś i tak utyskiwali na nowe porządki – Chruszczow od polskiej orędowniczki komunizmu Wandy Wasilewskiej usłyszał, że warszawiacy jedzą biały chleb, a i tak "wymyślają na rząd radziecki, że mało daje białego chleba, a zamiast białego przysyła czarny". Polacy narzekali zatem na czarną mąkę, nie wiedząc, że "Ukraińcy, których zboże idzie do Polski, puchną z głodu". Polska prosiła o mąkę, to Stalin dawał, a gdzie indziej panował głód. "Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie i w Mołdawii. Czy podobnie było w innych republikach, nie mogę powiedzieć, ale u nas w każdym razie wprowadzono surowy system kartkowy i dlatego jeśli już nie było głodu, to i tłustego życia także nie mieliśmy, tj. ludzie przymierali głodem, a mimo to Stalin wydzielał ziarno i wysyłał do Polski. I to na pewno" – opisywał Chruszczow. Nawet pokusił się o diagnozę, skąd była ta "dobroć" Stalina. – "Ja uważałem, że tak robi, bo chce uzyskać od narodu polskiego rozgrzeszenie, jak to robią ludzie wierzący, za tamto porozumienie z Hitlerem, z którego wynikł rozbiór Polski. A właściwie w jakimś stopniu i nasz udział na początku wojny." Stalin? Rozgrzeszenie? A co z powstaniem warszawskim, któremu dał tragicznie się wykrwawić, stojąc bezczynnie nad Wisłą? Chruszczow nie przypomina sobie, żeby była w tym jakaś złośliwość Stalina, tylko uwarunkowania frontowe i polityczne. "Podeszliśmy pod Kijów, a także zatrzymaliśmy się przed Dnieprem" – powołał się na analogię i dodał już bardziej szczerze: "Nie leżało to w naszym interesie, by popierać generała, który zarządził powstanie. Dlatego, że później wystąpiłby przeciw nam, gdybyśmy go nie uznali, a my byśmy pewnie go nie uznali. A powstanie to inspirował znaczy się Churchill za pośrednictwem Mikołajczyka. Chciał nas postawić, no że tak powiem, przed faktem dokonanym, że my byśmy krew przelewali, przyszli do Warszawy, Niemców przepędzili, a w Warszawie już zasiada rząd polski, już siedzi Mikołajczyk, że tak powiem. No, a usuwać utworzony już rząd, to wywołać pewne komplikacje miedzy sojusznikami, czy nawet tarcia, a to oczywiście nie było pożądane". Można się zastanawiać, czy atakując Stalina i narzekając na sytych Polaków, Chruszczow nie próbował przerzucić win za "wypaczenia" komunizmu na element jak najbardziej "obcy" od rosyjskiego. Bo przecież Stalin nie był jedynym nie-Rosjaninem w komunistycznej wierchuszce. I nie chodzi wcale o Żydów czy Łotyszy, a właśnie o Polaków. O twórcy sowieckiej bezpieki Feliksie Dzierżyńskim słyszeli wszyscy, a nie był jedyny. Historyk, wykładowca i pisarz Jan Ciechanowicz wydał swego czasu zbiór "Polonobolszewia. Siedmiu mędrców sowieckich, czyli jak polska szlachta komunizowała Rosję". Wskazywał w niej, że to właśnie Polacy tworzyli "mózg" komunistycznego systemu. W streszczeniu swej książki wymieniał: "Twórcą teorii i praktyki prawnej komunizmu, prokuratorem generalnym ZSRR przez 35 lat, autorem teoretycznych dzieł utwierdzających krwawy terror był polski szlachcic herbu Trzywdar Andrzej Wyszyński (miał wspólnego z kardynałem Stefanem pradziada). Czołową bojowniczką o »równouprawnienie« kobiet, utalentowaną dyplomatką i uwodzicielką sowieckiego wywiadu była polska arystokratka herbu Ostoja Aleksandra Kołłątaj (z domu Domontowicz). Drugim po Feliksie Dzierżyńskim (herbu Sulima) szefem sowieckiej bezpieki był hrabia Czesław Mężyński herbu Kościesza (narady ścisłego kierownictwa Czerezwyczajki aż do roku 1933 włącznie, odbywały się w języku polskim, a wśród oficerów NKWD rozstrzeliwujących oficerów WP w Katyniu, Miednoje i in. było bardzo wielu Polaków). Głównym teoretykiem szeregu książek z zakresu teorii budownictwa komunistycznego był profesor Stanisław Strumiłło (herbu Dąbrowa), a najwybitniejszym sowieckim dyplomatą i wieloletnim ministrem spraw zagranicznych ZSRR był Andrzej Gromyko herbu Abdank". Fotoportret Mikołaja Przewalskiego Wróćmy jednak do Stalina. W 1946 roku, gdy wedle słów Chruszczowa Józef Wissarionowicz wielce "pomagał" Polsce, Towarzystwo Geograficzne ZSRR zaczęło przyznawać złoty medal imienia Mikołaja Przewalskiego. Tyle tych zbiegów okoliczności, może warto sprawdzić, czy podróżnik podczas swych wędrówek po Azji rzeczywiście mógł zahaczyć o Gruzję i tam dorobić się potomka? I czy ewentualne pokrewieństwo Stalina i Przewalskiego można naukowo udowodnić bądź odrzucić? A poza tym, czy w ogóle możemy traktować Przewalskiego jako Polaka? Najpierw jednak sprawdźmy, czy poza Chruszczowem ktoś jeszcze podważał fakt, że to Wissarion "Beso" Dżugaszwili był ojcem Stalina. Wszyscy ojcowie Józef Wissarionowicz Dżugaszwili urodził się 6 grudnia 1878 roku w Gori w Gruzji. Z jakiegoś powodu podawał jednak zmyśloną datę 21 grudnia 1879 roku. Pewnie zrobił to, chcąc uniknąć poboru do wojska. A może próbował ukryć swoje "nieprawe" pochodzenie? Od dzieciństwa nasłuchał się plotek, że "Beso" wcale nie jest jego ojcem, a matka Jekaterina "Keke" Geładze mało ma ze świętej. "Złe języki" miały używanie i potem, bo ktoś pomagał Dżugaszwilim finansować naukę Józefa w seminarium duchownym. Przecież nie mogli sobie na to pozwolić pozwolić uboga służąca i szewc pijanica! W Gori najczęściej mówiło się, że to bogaty kupiec Jakow Egnataszwili lub podróżnik Mikołaj Przewalski finansowali edukację Józefa. Już wcześniej, ze względu na niski wzrost i ociężały krok nazywano chłopaka "konikiem Przewalskiego". Lecz w gronie domniemanych kochanków "Keke" i potencjalnych ojców Stalina znaleźli się także: przyszły car Aleksander III (!), pop Christofor Czarkwiani i oficer policji Damian Dawriczewy. Sporo ważnych osób jak na prostą służącą, nawet jeśli w owych czasach w Gruzji posiadanie kochanki było na porządku dziennym… Biograf Jurij Boriew w "Prywatnym życiu Stalina" wskazywał jak takie plotki były dewastujące dla "Beso", męża Jekateriny: "Trójkąt małżeński jest nie do zaakceptowania przez ludzi Wschodu – poczucie hańby wygnało Dżugaszwilego z domu. Stalin wychowywał się i dorastał w atmosferze powszechnej pogardy, okazywanej poczętemu w grzechu, nieślubnemu dziecku. Być może to właśnie stało się źródłem jego kompleksu niższości, który przerodził się później w pragnienie władzy i przemocy nad innymi. Opowiadają, że w latach trzydziestych, kiedy Stalin był w Tbilisi (Tyflisie), zapytany, jak czuje się jego matka, odpowiedział: »Nie obchodzi mnie, jak żyje ta stara k...«. Natomiast dwaj bracia Egnataszwili cieszyli się szacunkiem i życzliwością Stalina. Otworzył im drogę do kariery, wprowadzając w skład Rady Najwyższej Gruzji. Po XX Zjeździe (1956) pojawił się we Francji emigrant, który podawał się za brata Stalina i syna księcia Egnataszwili. Twierdził, iż wcześniej nie mógł przyznać się do tego pokrewieństwa z obawy o swoje życie". Dodajmy, że takie samo imię jak stary Egnataszwili – Jakow – otrzymał jeden z synów Stalina. Notabene, trafił do niewoli podczas walk z Niemcami na Białorusi, w lipcu 1941 roku. Dyktator niewiele zrobił by go uwolnić – Jakow Dżugaszwili zginął w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Ale Stalin i tak nie wydawał się gorszy od "Beso" kilkadziesiąt lat wcześniej. Rodzina patologiczna "Beso" tylko pił i wyzywał dziecko "Keke" od bękartów. Raz w gniewie rzucił chłopcem tak mocno o podłogę, że mały przez kilka dni sikał krwią. Nie zapewnił mu utrzymania – to "Keke" musiała zadbać o syna, najmując się do fizycznej pracy w domach bogaczy. Nic dziwnego, że Józef o "Beso", niepiśmiennym szewcu-pijaku, który ostatecznie zginął podczas pijackiej bójki, dużo nie wspominał. Skoro jednak matka tyle dla niego poświęciła, dlaczego Stalin wyzywał ją przy znajomych? Dlaczego po rewolucji październikowej tylko dwa razy odwiedził "Keke", a ona nigdy nie pojechała do niego do Moskwy? Na pogrzebie matki w 1937 roku Stalin nawet się nie pojawił. Słynny reżyser z Tbilisi, Siergiej Paradżanow, zapewniał, że dyktator nawet nigdy nie odwiedził grobu matki! Przysłał za to na pogrzeb wieniec z napisami po gruzińsku i rosyjsku: »Mojej drogiej i ukochanej matce syn Josif Dżugaszwili (Stalin)«. Przetrwały też króciutkie listy, które do niej pisał (wrażliwy człowiek – kiedyś brał się nawet za wiersze!). Po dojściu bolszewików do władzy wprowadził zaś matkę do pałacu byłego carskiego namiestnika. Kiedy był na szczycie, "Keke" zapytała go ponoć, kim teraz jest. Nie rozumiała, gdy odpowiedział, że sekretarzem komitetu centralnego partii. "Jestem kimś w rodzaju cara". Matka stwierdziła wówczas, że razy, które zebrał od niej w dzieciństwie, nie poszły na marne: "Wyszedłeś na ludzi". Na pożegnanie powiedziała jednak: "Mimo wszystko szkoda, że nie zostałeś popem". Dziwne, jak wielu znaczących psychologicznych tropów można doszukać się w tej krótkiej anegdocie. Stalin porównuje się do cara, a plotka mówiła, że mógł być synem Aleksandra III. Rozmawia o przemocy w domu, a kupca Egnataszwilego znano z walk na pięści. Matka żałuje, że syn nie został popem – a kolejnym domniemanym jej kochankiem był duchowny Czarkwiani. Ostatecznie Stalin stał się dyktatorem, władającym policyjnym państwem – a właśnie policjantem był Dawriczewy, kolejny kandydat na jego ojca. Oczywiście naciągamy tu sens wymiany zdań miedzy matką a synem. Dowiedliśmy jednak ponad wszelką wątpliwość, że stosunki Stalina z "Keke" były skomplikowane, pełne podtekstów. Od "Beso" całkiem się dystansował. Pewnie dorastając marzył nawet, żeby to nie on był jego prawdziwym ojcem. Ba, może ani Józef, ani nawet matka nie mieli co do tego pewności? Już będąc u steru władzy Stalin sugerował, że spłodził go Egnataszwili. Innym razem powiedział jednak na przyjęciu, że jego ojcem był pop. A Przewalski? Jego potraktował Stalin w sposób szczególny… (...). Ciąg dalszy historii w książce "Bardzo polska historia wszystkiego" autorstwa Adama Węgłowskiego, która ukazuje się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Foto: Znak Horyzont

dlaczego stalin nienawidził polaków