Odchudzanie po 40-stce. Po 40-stce mamy nieco inne problemy niż nastolatki, nadal łączy nas jednak wspólny cel - Odchudzanie. Dlatego specjalnie dla grubasków po czterdziestce nowe forum dla przyjaźni i wspólnej walki :) Wątków: 512. Dołączam do nich ebooka „Jak schudnąć z jadłospisami diety po 40ce. 5 kroków skutecznego odchudzania”, w którym tłumaczę w jaki sposób z nich korzystać w sposób dopasowany do swoich możliwości i zasobów energii, które mamy do dyspozycji. Jedne osoby są konsekwentne i zdyscyplinowane. Możesz dać sobie szansę na metamorfozę po 40-tce! Sama byłam w podobnej sytuacji - mając 42 lata ważyłam o wiele za dużo, czułam się gruba, nieatrakcyjna, niesprawna i nie wyobrażałam sobie wyjścia na plażę czy basen. Szukając rozwiązania trafiłam na masę sprzecznych porad. Nie wiedziałam już, co mam robić. Po pewnym czasie następuje wyhamowanie chudnięcia. To przede wszystkim dlatego, że wraz ze zmniejszona wagą zmniejszą się ilość kcal koniecznych do utrzymania wagi ciała. Kobieta 80-kg potrzebuje ich już tylko 1800, więc dieta 1200 kcal będzie jej dawać dziennie 600 kcal niedoboru, czyli żeby schudnąć 1 kg będzie potrzebowała 9 likes, 10 comments - ella.kuszyk on November 23, 2023: " 樂 SŁODYCZE Kiedy pytam Podopieczne z czym mają największy problem przy zmianie styl" lirik maula ya sholli wasallim daiman abada maher zain. Dieta po 40 jest to dieta skierowana do pań z nadwagą lub otyłością w okresie menopauzy. Mogą ją też stosować mężczyźni mało i średnio aktywni – nie muszą zmieniać proporcji posiłku. Jeśli jednak mężczyzna jest bardziej aktywny, powinien podwoić porcję podwieczorku. Dieta dostarcza dziennie 1200 kcal i trwa 7 dni. Dieta nie jest polecana dzieciom, młodzieży ani kobietom w ciąży lub karmiącym piersią. Proponowany system żywieniowy zawiera duże ilości fitoestrogenów, antyoksydantów, wapnia. Zobacz film: "Żywność light pod lupą dietetyka" spis treści 1. Zasady diety po 40 2. Jadłospis diety po 40 1. Zasady diety po 40 Ta dieta dla kobiety dostarcza dziennie 1200 kcal i trwa 7 dni. Jej rezultaty są widoczne po dłuższym okresie jej stosowania. Nie powinno się jednak prowadzić tego sposobu żywienia dłużej niż 2-3 miesiące. Należy skontaktować się z dietetykiem, jeśli ktoś chce ją powtarzać częściej lub przez dłuższy czas. W ciągu tygodnia dieta odchudzająca pozwala schudnąć o 0,5-0,75 kg. Zaleca się, aby podczas stosowania tej diety pić 8-10 szklanek płynów niesłodzonych, najlepiej wody mineralnej. Ta skuteczna dieta odchudzająca jest szczególnie korzystna dla kobiet w wieku okołomenopauzalnym, które próbują zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Jest ona zalecana dla kobiet w tym wieku, gdyż zawiera roślinne hormony – fitoestrogeny, które pomagają poradzić sobie z trudnym okresem menopauzy. 2. Jadłospis diety po 40 Dzień 1: Śniadanie: Maślanka z muesli i borówkami: szklanka maślanki (250 g), 4 łyżki muesli z suszonymi owocami (40 g), filiżanka borówek amerykańskich (140 g). Drugie śniadanie: Kanapki z pieczonym kurczakiem: 2 kromki pieczywa chrupkiego (20 g), 3 plasterki pieczonego kurczaka (50 g), ½ małego ogórka (50 g), 1/3 małej papryki (50 g), liście sałaty. Obiad: Zapiekanka sojowa z warzywami: 1/4 szklanki suchych nasion soi (50 g – masa przed ugotowaniem), jajko ugotowane na twardo, 3 plasterki szynki drobiowej (60 g), łyżka przecieru pomidorowego (20 g), kilka łyżek bulionu, 1–2 ząbki czosnku, pół łyżeczki oliwy z oliwek, zielenina, ulubione przyprawy, 2 małe pomidory (200 g). Soję ugotuj do miękkości i odcedź. Jajko posiekaj w kostkę, a szynkę pokrój w kwadraty. Przygotowane składniki wymieszaj ze sobą, dodaj bulion, przecier, oliwę, czosnek, zieleninę, a następnie dopraw. Przygotowaną masę przełóż do naczynia żaroodpornego i piecz przykrytą w temp. ok. 160 st. C mniej więcej przez 15 minut. Podawaj z kawałkami pomidorów. Podwieczorek: Duża gruszka (180 g), małe jabłko (100 g). Kolacja: Jogurt z warzywami: szklanka chudego jogurtu naturalnego (250 g), półmisek chrupiących warzyw: 2 średnie marchewki (200 g),pół średniej papryki (100 g), łodyga selera naciowego (50 g). Dzień 2: Śniadanie: Ryż na mleku z duszonymi jabłkami i rodzynkami, 1,5 szklanki mleka 0,5-proc. (330 g), 1/3 opakowania ryżu brązowego (35 g – masa przed ugotowaniem), jabłko (100 g), łyżka rodzynek (15 g), cynamon. Ryż ugotuj na mleku. Jabłko zetrzyj na tarce, podduś w małej ilości wody i dopraw cynamonem. Następnie dodaj je do ugotowanego ryżu. Podawaj posypane rodzynkami. Drugie śniadanie: Kanapka z twarogiem i rzodkiewkami: kromka chleba razowego z soją (30 g), 1/4 kostki chudego twarogu (50 g), 5 dużych rzodkiewek (100 g), liście sałaty. Obiad: Łosoś pieczony: 100 g filetu z łososia, sok z cytryny, ulubione przyprawy. Sałatka ze szpinakiem i pomidorami: pęczek świeżego szpinaku (150 g – można użyć tyle samo szpinaku mrożonego), 2 małe pomidory (200 g), łyżeczka oliwy z oliwek, przyprawy, zielenina, sok z cytryny, 1/3 opakowania kaszy gryczanej (35 g – masa przed ugotowaniem). Łososia skrop sokiem z cytryny i odstaw w chłodne miejsce na kilkanaście minut. Następnie posyp go przyprawami, zawiń w folię i piecz w temp. ok. 180–200 st. C przez ok. 20 minut. Szpinak porwij na małe kawałki, dodaj pokrojone w kostkę pomidory, oliwę, zieleninę i dopraw, jak lubisz. Danie podawaj z ugotowaną kaszą. Podwieczorek: Duża pomarańcza (300 g bez skórki). Kolacja: Sałatka z dwóch rodzajów fasolki i kaparów: ugotowana zielona fasolka szparagowa (150 g), pół puszki czerwonej lub białej fasolki (110 g), pół małej papryki czerwonej (75 g), 2 ogórki konserwowe (100 g), łyżeczka oliwy z oliwek, kilka kaparów, pieprz, zielenina. Dzień 3: Śniadanie: Sojowy poranek z muesli i brzoskwiniami: szklanka napoju sojowego naturalnego z wapniem (250 g), 4 łyżki muesli z rodzynkami i orzechami (40 g), duża brzoskwinia (180 g). Drugie śniadanie: Kanapka z szynką: 2 kromki pieczywa chrupkiego (20 g), 2 plasterki szynki drobiowej (40 g), mały ogórek (100 g), liście sałaty. Obiad: Zupa krem z pomidorów i soczewicy: 70 g suchych nasion soczewicy, 1/3 puszki pomidorów (130 g), 2 małe ziemniaki (140 g bez skórki), cebulka (50 g), łyżeczka oliwy z oliwek, 300 ml bulionu, 1–2 ząbki czosnku, zielenina, ulubione przyprawy. Cebulkę posiekaj drobno i obsmaż na patelni teflonowej bez dodatku tłuszczu. Do gorącego bulionu wrzuć soczewicę, kawałki ziemniaków, cebulki i gotuj do miękkości. Dodaj pomidory, czosnek, zieleninę. Podwieczorek: Mały banan (100 g – masa bez skórki), 2 suszone śliwki (12 g). Kolacja: Eskalopki cielęce z warzywami: 100 g chudej cielęciny, kilka łyżek bulionu, zielenina, ulubione przyprawy, duży brokuł (250 g), pół średniej papryki (100 g). Dzień 4: Śniadanie: Kasza manna na mleku z malinami: 1,5 szklanki chudego mleka 0,5-proc. (330 g), 3 płaskie łyżki kaszy manny (45 g – masa suchej), szklanka malin (160 g). Drugie śniadanie: Kanapka z pastą serową: pół małej grahamki (25 g), pasta serowa: łyżka startego sera żółtego (20 g), łyżeczka serka naturalnego 3 proc. tł. (15 g), zielenina, ulubione przyprawy, 1/3 małej papryki (50 g), liście sałaty. Obiad: Gulasz cielęcy: 100 g chudej cielęciny, przyprawy, pół średniej papryki (100 g), mały pomidor (100 g), mała cebula (50 g), 1/3 szklanki soku pomidorowego (80 g), łyżeczka oliwy z oliwek, zielenina. Surówka z kapusty pekińskiej: 2–3 liście kapusty pekińskiej, duży pomidor (200 g), 1/3 pora (30 g), pół małej papryki (50 g), przyprawy, pół małego jogurtu naturalnego (75 g), 1/3 opakowania kaszy jaglanej (35 g – masa suchej), czosnek, zielenina. Cielęcinę pokrój na paseczki i obsmaż na patelni teflonowej bez dodatku tłuszczu. Warzywa podziel na małe kawałki, dodaj do mięsa i podduś. Dodaj sok, oliwę, zieleninę i dopraw, jak lubisz. Kapustę poszatkuj, dodaj kawałki pozostałych warzyw, jogurt, zieleninę i dopraw. Danie podawaj z ugotowaną kaszą. Podwieczorek: Kawałek mango (180 g – bez odpadków). Kolacja: Sałatka z kiełkami sojowymi i jajkiem: kilka liści sałaty lodowej, jajko na twardo, 3 plasterki szynki drobiowej (60 g), pół średniej papryki (100 g), mały ogórek (100 g), pół małego jogurtu naturalnego (75 g), czosnek, zielenina, przyprawy. Dzień 5: Śniadanie: Twarożek z truskawkami: opakowanie lekkiego serka ziarnistego (150 g), szklanka truskawek (200 g), 6–8 sztuk migdałów (7 g), 2 łyżki zarodków pszennych (12 g), 2 kromki pieczywa chrupkiego (20 g). Drugie śniadanie: Kanapka z pasztetem i ogórkiem kwaszonym: cienka kromka chleba razowego z soją (30 g), plasterek chudego pasztetu drobiowego (20 g), 2 średnie ogórki kwaszone (100 g), liście sałaty. Obiad: Zsiadłe mleko z ziemniakami i koperkiem: szklanka chudego zsiadłego mleka (250 g), 2 małe ziemniaki (140 g po obraniu), koperek. Jajka sadzone z fasolką: 2 jajka, 1,5 pęczka fasolki szparagowej (220 g), duży pomidor (200 g). Podwieczorek: 2 średnie jabłka (300 g). Kolacja: Panga pieczona z ziołami: 100 g fileta z pangi lub innej chudej ryby, sok z cytryny, zielenina, przyprawy. Sałatka z trzech rodzajów warzyw: mała róża kalafiora i brokułu (po 100 g), pomidor (20 g), plaster sera feta light (25 g), sok z cytryny, zielenina, przyprawy. Rybę skrop sokiem z cytryny. Odstaw w chłodne miejsce na kilkanaście minut. Następnie posyp ją przyprawami, zawiń w folię i piecz w temp. ok. 180–200 st. C mniej więcej przez 25 minut. Kalafior i brokuł ugotuj na parze lub w małej ilości wody na półtwardo. Warzywa wymieszaj z kawałkami pomidora, pokruszoną fetą i dopraw tak, jak lubisz. Dzień 6: Śniadanie: Muesli z jogurtem: szklanka chudego jogurtu naturalnego (250 g), 4 łyżki musli (40 g), 2 orzechy włoskie (8 g), mandarynka (90 g). Drugie śniadanie: Jajko z pieczywem i rzodkiewkami: 2 kromki pieczywa chrupkiego (20 g), jajko ugotowane na miękko, 5 dużych rzodkiewek (100 g), kilkanaście sztuk kiełków sojowych. Obiad: Makaron z tuńczykiem i kaparami: 16–18 sztuk makaronu świderki lub penne (35 g – masa suchego), puszka tuńczyka w sosie własnym (130 g), 1/3 opakowania serka 3 proc. tł. (50 g), kilka sztuk kaparów, zielenina, sok z cytryny, przyprawy. Surówka z selera i marchewki: szklanka startego selera korzeniowego (160 g), średnia marchewka (100 g), 1/3 małego jogurtu naturalnego (50 g), zielenina, przyprawy, sok z cytryny. Podwieczorek: 2 duże kiwi (240 g). Kolacja: Sałatka z grillowanym kurczakiem i awokado: 3 liście kapusty pekińskiej, 100 g piersi kurczaka, 1/5 szklanki pokrojonego awokado (40 g), 1/2 małej papryki (75 g), mały ogórek (100 g), 1/2 opakowania jogurtu naturalnego (75 g), sok z cytryny, zielenina, ulubione przyprawy. Kurczaka posyp przyprawami, zgrilluj na złoty kolor i pokrój w kostkę. Kapustę drobno posiekaj. Warzywa podziel na mniejsze cząstki. Składniki wymieszaj, dodaj jogurt, zieleninę i dopraw. Dzień 7 Śniadanie: Owsianka z jeżynami: 1,5 szklanki chudego mleka 0,5 proc. tł. (330 g), 4 łyżki płatków owsianych (40 g), filiżanka jeżyn (150 g). Drugie śniadanie: Kanapka z twarożkiem i kiełkami soi: cienka kromka chleba pełnoziarnistego (30 g), plasterek chudego twarogu (30 g), pół średniej papryki (100 g), kilka sztuk kiełków soi. Obiad: Papryka faszerowana ryżem i warzywami: duża papryka (250 g), 2 łyżki ryżu brązowego (30 g – masa suchego), mała cebula (50 g), kilka łyżek bulionu, oliwa z oliwek – 1 łyżeczka, 2 łyżki startego parmezanu (25 g), zielenina, ulubione przyprawy, fasolka szparagowa (220 g). Podwieczorek: 6 śliwek węgierek (250 g). Kolacja: Zrazy wołowe: 100 g chudej wołowiny, pół małego kwaszonego ogórka (25 g), paseczek papryki czerwonej (15 g), 1/3 małej cebuli (15 g), łyżeczka musztardy (10 g), kilka łyżek bulionu, zielenina, ulubione przyprawy, liść laurowy. Surówka z kwaszonej kapusty i marchewki: szklanka kapusty kwaszonej (250 g), 2 małe marchewki (100 g), sok z cytryny, zielenina, ulubione przyprawy. Wołowinę rozbij na cienki plaster, posyp przyprawami i posmaruj musztardą. Na końcu plastra ułóż paseczki papryki, ogórka, kawałki cebuli i zwiń ściśle. Przygotowany zraz duś do miękkości w bulionie z dodatkiem przypraw. Kapustę wymieszaj ze startą marchewką, dodaj sok z cytryny, zieleninę i dopraw. Dieta po 40 roku życia może bardzo pomóc kobietom, które w okresie meopauzy przytyły i nie mogą sobie poradzić z nadmiarową wagą. Obniżona waga pozytywnie wpłynie na zdrowie, pod warunkiem, że ta dieta dla kobiet będzie stosowana zgodnie z zaleceniami i rozsądnie. polecamy Nigdy wcześniej nie miałeś/aś problemu z utrzymaniem masy ciała, ale po przekroczeniu 40. roku życia, kilogramów przybywa? Istnieje parę możliwych powodów, dla których z wiekiem nasz organizm zaczyna mieć problem ze spalaniem tkanki tłuszczowej. Poniżej kilka z nich. Dowiedz się też, od czego zacząć odchudzanie. Naturalny spadek beztłuszczowej masy ciała. Po 30. roku życia zaczyna zmniejszać się masa tkanki mięśniowej nawet do 8% na dekadę, która odpowiedzialna jest za wydatkowanie energii. Następuje naturalna rekompozycja i dochodzi do obniżenia spoczynkowej przemiany materii. Szacuje się, że dzięki tym zmianom, jesteśmy w stanie przybrać 0,45-0,9 kg tłuszczu w ciągu roku! Zmiany hormonalne związane z okresem menopauzy i spadkami testosteronu. W wieku 45-55 lat większość kobiet przechodzi okres menopauzy. Następuje spadek poziomu estrogenu. Zwiększa się zawartość tkanki tłuszczowej, ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia, nadciśnienia tętniczego, wzrost parametrów lipidowych (TC, LDL, TG) i ryzyko cukrzycy typu 2. Ponadto może dojść do zaburzenia nastroju, przez co trudniej wytrwać w postanowieniach i nie podjadać między posiłkami. U mężczyzn natomiast naturalnie zaczyna spadać zawartość androgenów, w tym testosteronu, którego zmniejszona ilość koreluje ze zwiększoną zawartością tkanki tłuszczowej wisceralnej, a co za tym idzie zwiększonym ryzykiem wystąpienia chorób metabolicznych. Siedzący tryb życia. Nie okłamujmy się większość z nas po 40. roku życia ma już bardzo ustabilizowane życie zawodowe, najczęściej łączące się z dużą ilością siedzenia i małą ilością ruchu. Do tego dochodzi przekonanie, że skoro jesteśmy starsi, nie powinniśmy uprawiać aktywności fizycznej. Nic bardziej mylnego, z wiekiem powinniśmy ćwiczyć więcej, właśnie po to, żeby nie dopuścić do spadku beztłuszczowej masy ciała i redukować niekorzystne zmiany gospodarki hormonalnej! Jak się zabrać do odchudzanie po 40. roku życia? Przede wszystkim nie szukaj żadnych diet cud, których głównym skutkiem będzie efekt jo-jo. Zacznij od badań diagnostycznych, sprawdź w jakim stanie jest twój organizm. Warto przeprowadzić podstawowe badania tj. morfologia, lipidogram, badanie glukozy, insuliny na czczo, badania tarczycy. Jeśli wyniki pokażą odchylenia, trzeba będzie wprowadzić niezbędne modyfikacje w stylu życia i nawykach żywieniowych. Pamiętaj, że dobry plan to podstawa. Większość z nas po czterdziestce ma już uregulowane życie zawodowe, najczęściej wiążące się z siedzącym trybem życia, dużą ilością stresu i małą ilością czasu. Zastanów się, kiedy i ile posiłków możesz zjeść w ciągu dnia. Dzięki temu unikniesz problemu z wilczymi napadami głodu, podjadaniem i spadkiem motywacji. Plan gotowy? Świetnie! To teraz ustalmy co powinno wchodzić w skład powinna wyglądać dieta osób po czterdziestce?Podstawą każdej zdrowej redukcji (odchudzania) przed czy po 40. roku życia będzie ustalenie prawidłowego deficytu. Z wiekiem spada metabolizm i zmienia się zapotrzebowanie kaloryczne. Warto więc wykonać analizę składu ciała, która bardziej precyzyjnie pomoże ustalić Całkowitą Przemianę Materii (CPM), czyli ilość kcal, od której będziemy robić deficyt. Podczas odchudzania powinniśmy dążyć do deficytu energetycznego na poziomie 300-500 kcal na dobę, co – w zależności od masy ciała – pozwala na tracenie około 0,5-1 kg o prawidłowym komponowaniu posiłków, różnorodna dieta jest kluczem do udanej redukcji masy ciała. Dzięki urozmaiceniu dostarczysz wszystkich niezbędnych składników odżywczych, witamin i składników mineralnych, a do tego nie będziesz się nudzić w kuchni! Twój jadłospis powinien być bogaty w: Węglowodany złożone. Pomogą one w utrzymaniu prawidłowego poziomu glukozy i insuliny we krwi, dzięki czemu spadnie ochota na słodkie przekąski i podjadanie między posiłkami. A co za tym idzie, uregulowanie gospodarki węglowodanowej i mniejsze odkładanie tkanki tłuszczowej. W węglowodany złożone bogate są: gruboziarniste kasze, komosa ryżowa, pełnoziarniste pieczywo, makarony, brązowy, czarny, czerwony ryż czy warzywa. Warzywa. WHO zaleca jedzenie 400 g warzyw i owoców w ciągu dnia. Przeciętny Polak zjada ich około 200 g, a przecież spożywanie warzyw i owoców niesie ze sobą wiele korzyści! Zawierają nie tylko mnóstwo witamin i składników mineralnych. Stanowią źródło przeciwutleniaczy i antyoksydantów, dzięki czemu zapobiegają powstawaniu wolnych rodników i starzeniu organizmu. Wspomagają układ krążenia, dzięki dużej zawartości błonnika regulują poziom cholesterolu i redukują głód. Optymalna podaż błonnika na dobę jest osobnicza, jednak na czas redukcji można zalecić ilość rzędu 25-40 g. Błonnik pokarmowy fizycznie zwiększa objętość pokarmu oraz w znakomity sposób wpływa na naszą sytość. Pełnowartościowe białko. Prawidłowa podaż aminokwasów będzie wspomagać zachowanie beztłuszczowej masy ciała i procesy anaboliczne, dzięki czemu podczas redukcji, będziemy głównie spalać tkankę tłuszczową zamiast tkanki mięśniowej. Pełnowartościowe białko można znaleźć w chudym mięsie, rybach, jajach, nabiale. Do tego warto wprowadzić białko roślinne w postaci nasion strączkowych (ciecierzyca, soczewica, groch, bób itp.) Dobrej jakości tłuszcze. Wybieraj produkty bogate w jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe obecne w olejach roślinnych (olej rzepakowy, oliwa z oliwek, olej lniany), awokado, orzechach (włoskich, pekan, pistacjach, nerkowcach itp.) nasionach i pestkach (dyni, słonecznika, siemieniu lnianym, chia). Pomagają one utrzymać prawidłowe parametry lipidowe tj. cholesterol całkowity, cholesterol LDL, czyli tzw. “zły" cholesterol czy trójglicerydy. Pamiętaj, żeby ograniczyć, a wręcz wyeliminować tłuszcze trans, które będą zwiększać wartości cholesterolu całkowitego, LDL i ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia. Źródłem tłuszczów trans są fast foody, pieczywo cukiernicze, gotowe sosy, serki topione, margaryny twarde itp. Produkty bogate w witaminę D. Jest ona odpowiedzialna jest za wiele funkcji w naszym organizmie m. in. jest składnikiem niezbędnym do syntezy testosteronu. Badania pokazują, że jej prawidłowy poziom w surowicy koreluje z prawidłowym stężeniem testosteronu. Wraz z wapniem jest niezbędna do prawidłowego przebiegu zamiany androgenów w estrogen i do prawidłowej mineralizacji kości. Nie zapomnij o ruchu! Aktywność fizyczna będzie zapobiegać utracie tkanki mięśniowej i gromadzeniu tkanki tłuszczowej. Ćwiczenia wzmacniające pozwolą utrzymać lepszą trofikę czyli odżywienie mięśni oraz ich elastyczność. Sprawny układ mięśniowy będzie wpływał na utrzymanie tkanki kostnej w prawidłowej kondycji, dając odpowiedni nacisk niezbędny do utrzymania mineralizacji. Treningi aerobowe wzmacnią układ krążenia, prawidłowy stan mięśnia sercowego, a także umożliwią spalanie dużej ilości kcal i lepsze samopoczucie. Należy jednak pamiętać, żeby aktywność była dobrana do aktualnego stanu zdrowia i obserwuj się, słuchaj swojego organizmu. Nie zapominaj o zasadach zdrowego żywienia i prawidłowo dobranej aktywności fizycznej. Dzięki temu będziesz mieć gotowy przepis na żywieniowy sukces i udaną redukcję masy ciała. Dieta dla mężczyzny po 40. (jadłospis) Zrzuć wagę | Odchudzająca dieta dla faceta po 40. nie musi być nudna – dzięki delikatnym modyfikacjom codziennych posiłków, ich urozmaiceniu i regularności, bezboleśnie zmienisz nawyki żywieniowe i zgubisz niepotrzebne kilogramy. Prezentujemy jadłospis - propozycję zdrowego, smacznego menu, które pomoże ci osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Tagi: odchudzanie , dieta dla mężczyzny po 40. Najlepsza dieta dla mężczyzny po 40. - jadlospis Nie da się zrobić idealnego uniwersalnego jadłospisu diety dla mężczyzny po 40. Kaloryczność, wielkość porcji czy wreszcie same produkty powinny zostać dobrane indywidualnie. Podane poniżej menu ma pokazać ci, w jaki sposób może wyglądać twój dzienny jadłospis, jak łączyć ze sobą produkty i ile prostych, smacznych potraw możesz jeść nie schodząc z drogi ku idealnej wadze. Poniżej prezentujemy 14-dniowy jadłospis pełen zdrowych, dostępnych na co dzień produktów i prostych potraw, które szybko i sprawnie możesz przygotować w domu. Jadłospis został specjalnie przygotowany przez dietetyka dla facetów po 40. Dieta dla mężczyzn po 40 - jadłospis na 14 dni: Dzień 1 Śniadanie: kanapki z chleba razowego z margaryną, sałatą, szynką z indyka, pomidorem i ogórkiem, kawa. II śniadanie: koktajl owocowy. Obiad: zupa krem z brokułów, filet z łososia pieczony w sosie koperkowym, mix sałat w sosie winegret, ziemniaki z wody, herbata owocowa bez cukru. Podwieczorek: drożdżówka, jogurt pitny. Kolacja: leczo warzywne z ryżem, herbata bez cukru. Dzień 2 Śniadanie: jogurt naturalny z musli, kawa. II śniadanie: kanapki z bułki grahamki z margaryną, sałatą, polędwicą sopocką, kiełkami i czerwoną papryką, woda mineralna. Obiad: rosół z makaronem, grillowana pierś z kurczaka w sosie jogurtowo – czosnkowo – ziołowym, fasolka szparagowa z sezamem, kasza gryczana, herbata bez cukru. Podwieczorek: sałatka owocowa, woda mineralna. Kolacja: omlet ze szpinakiem, herbata. Dzień 3 Śniadanie: owsianka z malinami, kawa. II śniadanie: kefir, bułka grahamka, banan, woda mineralna. Obiad: zupa pomidorowa, zapiekanka z makaronem, woda mineralna. Podwieczorek: bruschetta z oliwą, czosnkiem i pomidorem. Kolacja: kanapki z chleba pełnoziarnistego z margaryną, sałatą, polędwicą z indyka, pomidorem, ogórkiem i papryką, woda mineralna. Dzień 4 Śniadanie: kanapki z chleba razowego z margaryną i chudym twarożkiem z cebulą, szczypiorkiem i rzodkiewką, ogórek zielony, kawa. II śniadanie: sałatka owocowa, jogurt, woda mineralna. Obiad: barszcz czerwony, schab pieczony bez tłuszczu, kalafior na parze, makaron razowy, woda mineralna. Podwieczorek: talerz świeżych warzyw: ogórek, marchew, pomidor, sałata, woda mineralna. Kolacja: naleśniki z serem, herbata bez cukru. Dzień 5 Śniadanie: jajecznica na parze, pomidor, bułka grahamka, kawa. II śniadanie: jogurt pitny, drożdżówka, woda mineralna. Obiad: zupa pieczarkowa, pieczony filet z mintaja, surówka z kapusty kiszonej i marchwi, ziemniaki, woda mineralna. Podwieczorek: kanapka z pieczywa razowego z margaryną i dżemem niskosłodzonym, herbata bez cukru. Kolacja: sałatka z tuńczykiem, woda mineralna. Dzień 6 Śniadanie: kanapki z bułki pełnoziarnistej z margaryną, pastą z dorsza, cebulą i pomidorem, kawa. II śniadanie: jogurt z musli, woda mineralna. Obiad: zapiekanka z makaronem, fasolką szparagową, groszkiem, cukinią, bakłażanem, marchwią, pieczarkami, cebulą, ziemniakami, herbata bez cukru. Podwieczorek: sałatka owocowa. Kolacja: omlet ze śliwkami. Dzień 7 Śniadanie: zupa mleczna z płatkami owsianymi i powidłami śliwkowymi. II śniadanie: kanapka z bułki grahamki z margaryną, sałatą, pomidorem i mozarellą. Obiad: krem z soczewicy z warzywami, jajkiem i grzankami. Podwieczorek: pieczone jabłko z cynamonem. Kolacja: serek wiejski ze szczypiorkiem, rzodkiewką, ogórkiem i szczyptą pieprzu. Dzień 8 Śniadanie: odtłuszczone parówki cielęce, bułka grahamka, pomidor, ogórek, kawa. II śniadanie: jogurt naturalny, otręby pszenne, suszone śliwki. Obiad: zupa pieczarkowa, pieczone de volaille z piersi kurczaka, faszerowane suszonymi pomidorami i ogórkiem kiszonym, kasza gryczana, surówka z marchwi i zapiekana cukinia. Podwieczorek: jagodzianka, jogurt , herbata. Kolacja: kanapki z pieczywa razowego z pastą z makreli, sałatą i pomidorem, herbata. Dzień 9 Śniadanie: kanapki z chleba pełnoziarnistego z margaryną, sałatą i wędzonym łososiem, pomidor, kawa. II śniadanie: jogurt pitny, bułka grahamka, woda mineralna. Obiad: krupnik, pieczone w folii udka kurczaka (bez skóry), zapiekane plastry cukini z ziołami prowansalskimi, makaron razowy. Podwieczorek: sałatka owocowa. Kolacja: chudy twarożek z cebulą, pomidorem, ogórkiem, papryką i tymiankiem, pieczywo razowe, herbata. Dzień 10 Śniadanie: mizeria z jogurtowym sosem czosnkowym, pieczywo razowe z margaryną, polędwicą z indyka i pomidorem, kawa. II śniadanie: koktajl owocowy. Obiad: zupa krem z zielonego groszku z grzankami zabielana jogurtem naturalnym, polędwiczki wieprzowe duszone w sosie własnym, pieczone plastry bakłażana, cukini i pomidora posypane świeżymi ziołami, pieczone ziemniaki. Podwieczorek: jogurt naturalny z domowym musli. Kolacja: sałatka polska z jogurtem, herbata. Dzień 11 Śniadanie: owsianka z malinami, kawa. II śniadanie: drożdżówka, kefir, mandarynka, woda mineralna. Obiad: zupa z soczewicy, kotlety z cukinii i kalafiora w panierce z ziarnami słonecznika, brokuły gotowane na parze, ryż brązowy, woda mineralna. Podwieczorek: jogurt naturalny z musli, woda mineralna. Kolacja: leczo warzywne z ryżem, herbata. Dzień 12 Śniadanie: jajko na miękko, pomidor, ogórek, pieczywo razowe, kawa. II śniadanie: jogurt pitny, bułka grahamka. Obiad: zupa jarzynowa, pulpety z dorsza w sosie pomidorowym, ziemniaki z wody, woda mineralna. Podwieczorek: pokrojone w plastry pomidory i mozarellą z cebulą, woda mineralna. Kolacja: kanapki z chleba razowego z margaryną, sałatą, pieczonym schabem i chrzanem, herbata bez cukru. Dzień 13 Śniadanie: naleśniki z dżemem niskosłodzonym, kawa. II śniadanie: jogurt naturalny z musli, woda mineralna. Obiad: chłodnik z rabarbaru, zapiekanka warzywna z ziemniakami, cukinią, papryką, cebulą, bakłażanem, brokułami i groszkiem zielonym, woda mineralna. Podwieczorek: koktajl owocowy. Kolacja: kanapki z chleba pełnoziarnistego z margaryną, sałatą, pomidorem i twarożkiem z rzodkiewką, herbata bez cukru. Dzień 14: Śniadanie: sałatka z tuńczyka, kawa. II śniadanie: serek wiejski z papryką, ogórkiem, otrębami i ziołami prowansalskimi, woda mineralna. Obiad: spaghetti z chudym mięsem mielonym, woda mineralna. Podwieczorek: szarlotka z małą ilością cukru, herbata. Kolacja: omlet ze szpinakiem i pomidorami. Marta Wilczkowska Trenuj rano i spalaj tłuszcz ❯ Linki artykułu Kopiuj link:Skopiowano do schowka Wklej link na stronę:Skopiowano do schowka ARTYKUŁY POWIĄZANE To znany fakt, że po 40 roku życia szybciej tyjemy. Wiemy, że nasz metabolizm spada, nie jesteśmy często także równie aktywni jak kiedyś. Ale co konkretnie powoduje, że ciężej nam schudnąć? Znając odpowiedź na to pytanie będziemy mogli odwrócić nasz los i zacząć chudnąć, by poczuć się atrakcyjne, młodsze i zdrowsze. Dlaczego tyjemy po 40? Upływ 40 lat jest niemal symbolicznym momentem dla kobiety, która wkracza w nowy etap życia. Mamy wtedy mniej obowiązków i więcej czasu dla siebie, ale paradoksalnie w tym momencie przybywa nam zmarszczek i dodatkowych kilogramów. Skóra traci na jędrności i elastyczności. To wszystko jest spowodowane wkraczaniem w okres menopauzy, która zwiększa naszą tendencję do tycia. Powodują to dokładnie hormony – estrogen i progesteron, których ubywa w naszym organizmie. Odpowiadają one za korzystne właściwości skóry, jej nawilżenie i piękny plask. Wzrasta za to poziom męskich androgenów, przez które przybywa nam tłuszczu w górnych partiach ciała. Spowolnione procesy metaboliczne nie radzą sobie jak kiedyś z niezdrowymi produktami i cukrem. Poziom kobiecych hormonów niekorzystnie wpływa także na naszą sprawność fizyczną. Kości stają się mniej wytrzymałe, masa mięśni obniża się, przez co stajemy się słabsze. Bez odpowiednich środków prędzej czy później dosięgną nas dodatkowe kilogramy. Nawet osoby młode, które nie dbają o dietę i nie zażywają ruchu mają problem z utrzymaniem zdrowej wagi, a co dopiero osoby dojrzałe, które mają już utrwalone nawyki. Często wraz z wiekiem borykamy się z licznymi problemami zdrowotnymi które także mają wpływ na nasz metabolizm. Takie skutki mają cukrzyca, uszkodzenia wątroby czy trzustki. Dlatego należy zmienić sposób żywienia, zadbać o nasze zdrowie i znaleźć czas na ćwiczenia. Należy przy tym pamiętać, że po 40 roku życia odchudzanie trwa zazwyczaj dłużej. Komórki tłuszczowe osiadają w pewnych miejscach latami i nie tak łatwo się ich pozbyć, dlatego sposoby na diety-cud mogą się okazać zupełnie nieskuteczne, zwłaszcza że grożą efektem jojo, czyli powrotem kilogramów w przyszłości. Zbyt szybkie chudnięcie naraża nas także na szybsze starzenie. Uwidaczniają się nawet drobne zmarszczki, pojawia cellulit i rozstępy, których już się nie pozbędziemy. Za spadkiem tkanki tłuszczowej nie nadąża także skóra w partiach brzucha, ud i ramion, która może nie powrócić już tak łatwo do swojej pierwotnej pozycji. Te wszystkie czynniki z jednej strony zniechęcają do podjęcia zmian, ale warto się podjąć wyzwania. Osoby szczuplejsze po 40 roku życia są narażone na mniej chorób, np. nie będą miały groźnej otyłości brzusznej, a ich stawy dłużej pozostaną sprawne. Dlaczego warto schudnąć po 40? Pierwsze lata menopauzy to najlepszy moment na schudnięcie, ponieważ po jej wygaśnięciu jeszcze bardziej zwiększa się ryzyko tycia. Jeżeli przed tym momentem nie podejmiemy żadnych zmian w sposobie życia to bezpowrotnie zaprzepaścimy szansę na zgrabną sylwetkę. Mniejsza waga uzyskana dietą i ćwiczeniami ma korzystny wpływ na praktycznie wszystkie narządy i układy w ciele. Nasz organizm zaczyna lepiej funkcjonować, mamy lepsze samopoczucie, wraca nam także chęć do życia, jeżeli dotknęła nas depresja bardzo częsta dla menopauzy. Dobrze poprowadzona dieta zwiększa także nasz metabolizm, obniża poziom cholesterolu we krwi, zwiększa odporność na choroby. Ćwiczenia natomiast dotleniają ciało i skórę, która nabiera zdrowego wyglądu i jest bardziej jędrna. Wzrasta także nasza wydolność, przez co mniej się męczymy i mamy więcej energii w ciągu dnia. A gdy czujemy się młodziej, odejmujemy sobie lat. Co jeść a czego unikać w diecie po 40 Najmniej pożądane w diecie są przede wszystkim cukry proste. Co prawda dostarczają one niezbędnej energii, ale z drugiej strony nasz organizm może je czerpać z dużo lepszych źródeł. Cukry proste odpowiadają za skoki poziomu glukozy, które mogą wzmacniać wahania nastrojów i powodować nienaturalną senność za dnia. Kobiety po 40 powinny więc zrezygnować ze słodyczy, słodzonych napojów, ciast, dżemów, ale także nie spożywać w nadmiarze słodkich owoców. Należy także zwrócić uwagę na ilość spożywanej soli, ponieważ odpowiada ona za podwyższenie ciśnienia we krwi – bardzo niekorzystnego dla zdrowia. Zwróćmy także uwagę na ilość spożywanego jedzenia w ogóle. Z wiekiem nasze zapotrzebowanie kaloryczne bardzo spada, a mimo to jemy tyle samo, co przed laty, a nawet więcej. Winne są złe nawyki i przyzwyczajenie naszego organizmu do porcji, których nie potrzebujemy. Efektem jest gromadzący się w tkankach tłuszcz. Warto skorzystać z tabelarycznych wartości naszego posiłku i podliczać wynik na koniec dnia. Po tygodniu będziemy znali nasze błędy i pozwoli nam to je wyeliminować. W razie wątpliwości należy skonsultować się z lekarzem prowadzącym naszą chorobę. W niektórych schorzeniach zalecenia dietetyczne bywają bardzo odmienne od tego, co spożywają osoby względnie zdrowe. Ograniczeniu powinny być poddane tłuszcze zwierzęce, które nie znajdują się tylko w mięsie, ale maśle, smalcu. Zamiast nich wybierajmy margarynę bogatą w kwasy omega i ryby. Kwasy tłuszczowe działają profilaktycznie w chorobach układu krążenia. Posiłki powinny być spożywane regularnie w 5 porcjach i uzupełniane zdrowymi przekąskami w ciągu dnia, np. owocem czy warzywem. Na pracę żołądka dobrze wpływają produkty pełnoziarniste – chleb, bułki, makaron, siemię lniane, otręby. Zawierają one błonnik, który przedłuża uczucie sytości. Ponadto spożywajmy produkty mleczne, np. jogurty naturalne pozwalające utrzymać prawidłową pracę jelit. Nie zapominajmy o wypijaniu 2 litrów wody dziennie, a jedna szklanka przed posiłkiem sprawi, że nie będziemy mieli tak dużego apetytu. Ponieważ w dłuższej perspektywie woda się nudzi, zamieńmy ją herbatami owocowymi, naparami ziół itd. Szczególnie dobrze na przemianę materii wpływa zielona herbata bogata w peli fenole o dodatkowym działaniu przeciwnowotworowym. Dieta powinna być urozmaicona, dlatego nie może zabraknąć w niej białka, tłuszczów i węglowodanów. Nie są one szkodliwe same w sobie, ale w nadmiarze. Do tego należy dostarczać organizmowi witamin i minerałów, które będą zapobiegały ewentualnym pogorszeniem stanu włosów, skóry i paznokci na początku kuracji odchudzającej. Sama dieta odchudzająca, nawet najbardziej skuteczna może jednak nie wystarczyć po 40 roku życia. Kobiety dojrzałe powinny szczególnie zadbać o mięśnie, ponieważ wraz z nastaniem menopauzy ich masa zmniejsza się. Ćwiczenia nie muszą być wyczerpujące, powinny jedynie stymulować nasz organizm, by dać mu znać, że mięśnie są mu potrzebne. Wysiłek poprawi także nasze samopoczucie dzięki wytworzeniu endorfin. Jak wspomóc odchudzanie Kobiety po 40 roku życia mają problem z przekonaniem się do zmian. Uważają, że jeśli dotąd nie potrafiły schudnąć, to w tym wypadku także nie mają na co liczyć. Rozwiązaniem na te wątpliwości są suplementy diety i tabletki na odchudzanie, które przyspieszają ten proces i wzmacniają go. Dzięki nim nawet niewielkie poczynione zmiany w trybie życia dadzą widoczne rezultaty. Należy jednak pamiętać, by nie stosować ich w zastępstwie diety i ćwiczeń. Tabletki na odchudzanie po 40 to: Be slim 40+, Figurin slim, Linea Control. Suplement diety wspomagający odchudzanie Kliknij i znajdź najniższe ceny! Ze względu na zwiększone ryzyko osteoporozy warto pamiętać o produktach bogatych w wapń i witaminę D. Po 40 zwiększa się także ryzyko chorób nowotworowych. W neutralizacji wolnych rodników pomagają antyoksydanty: beta karoten, E, C, selen, polifenole. Ich źródłem są: zielone i pomarańczowe warzywa i owoce, oleje roślinne, orzechy, ryby. Odchudzać należy się stopniowo, zrzucając 1 kilogram na tydzień. Po skończonym etapie zmniejszania jedzenia należy delikatnie wprowadzać kolejne produkty do diety. Jeżeli zrobimy to zbyt szybko, nasz spowolniony metabolizm zacznie przyspieszać i utracone ciało powróci. Zasada wychodzenia z diety mówi, by zwiększanie porcji jedzenia trwała tak długo jak jej zmniejszanie. Jeżeli odchudzaliśmy się miesiąc, drugi miesiąc powinno nam zająć przyzwyczajanie się do poszerzonego menu. W 2017 roku postanowiłam zawalczyć o siebie, zmotywować się i przede wszystkim wytrwać w swoich postanowieniach, aby wrócić do formy, w jakiej czułam się po prostu sobą. Dziś dzielę się z Tobą moją bardzo osobistą historią o tym, jak schudłam 20 kilo w 40 tygodni i w końcu widzę w lustrze siebie, a nie kogoś innego. Jeśli podobnie jak ja kiedyś chcesz zmotywować się do odchudzania, zanim zaczniesz czytać ten post zrób pierwszy krok – przynieś i połóż pod ręką kartkę i coś do pisania. Proszę. Podziękujesz sobie za to. Moja historia odchudzania Znalezienie w sobie siły do odchudzania, choć w zasadzie do wytrwania w tym postanowieniu, zajęło mi jakieś… 7 lat… lekko licząc. Jako dziewczynka nigdy nie miałam problemów z wagą, ale wszytko zmieniło się, gdy poszłam do liceum. Wciąż nie byłam gruba, ale na swoją dietę musiałam uważać dużo bardziej niż koleżanki. Choć tak naprawdę powinnam powiedzieć, że od tamtego czasu rządziły mną dwie skrajności: albo byłam na bardzo restrykcyjnej diecie (zaliczyłam też niejedną głodówkę czy w czasie studiów dietę batonowo-proszkową), albo żyłam chwilą, zupełnie nie przejmując się tym, co wrzucam do żołądka. Pierwszy raz przestałam czuć się ze sobą dobrze na studiach, gdy okresy niedbania o siebie zdecydowanie przeważały nad tymi, gdy odżywiałam się z troską – w zasadzie ciężko powiedzieć, żeby restrykcyjna dieta była troską o siebie – to była troska tylko i wyłącznie o mój wygląd, mająca jeden cel – zgubić jak najszybciej jak najwięcej kilogramów. Nie trudno jest Ci się na pewno domyśleć, że po restrykcyjnej diecie, gdy przechodziłam do dość swobodnego, studenckiego trybu życia, a później życia młodej, zapracowanej businesswoman, kończyło się to efektem jojo i wymagało przejścia na jeszcze bardziej restrykcyjną dietę. Jak wyglądał mój dzień? Dużo nauki, coraz więcej pracy – stworzyłam swoją wymarzoną firmę i poświęcałam jej każdą wolną chwilę. Do dziś wspominam telefony od klientów odbierane w uczelnianej toalecie – tam było najciszej. Moimi miernikami sukcesu były dobre oceny (stypendium naukowe wspaniale zasilało mój studencki budżet młodego przedsiębiorcy) i przepracowane godziny, zadowoleni Klienci. Wtedy moją dewizą życiową stało się hasło: WORK HARD, PLAY HARD. Ani w słowie „work” ani „hard” nie mieściły się regularne posiłki, zdrowe zakupy i codzienne gotowanie. Parówki i bułka były świetnym i szybkim lunchem (byłam zachwycona ideą pojedynczo pakowanych parówek), a w chwilach większej troski o zdrowie… same parówki, aby ograniczyć węglowodany. Sama łapię się za głowę, pisząc to dzisiaj. Najgłupszą dietą, na jaką się wtedy skusiłam, poza kopenhaską, na której wytrzymałam półtorej dnia, była dieta Dukana. Co więcej, w wieku 25 lat zachorowałam na trądzik, który zaatakował cały mój dekolt i plecy, twarz – szczęście w nieszczęściu w niewielkim stopniu – a jego leczenie było bardzo trudne i trwało prawie 2 lata. Zupełnie nie połączyłam tego ze zmianą stylu odżywiania i tego, że 90% mojego jadłospisu stanowił nabiał (na uczelni, w biurze czy w samochodzie oprócz parówek najłatwiej było mi zjeść serek wiejski z pomidorkami koktajlowymi, jadłam ich nawet po kilka dziennie), a jak się kilka lat później okazało – nie toleruję dobrze nabiału – tak samo jak moje dzieci! Kolejnym moim dietetycznym hitem była Dieta Cambridge (czyli z cyklu VLCD – Very Low Calorie Diet), która bazowała na sztucznych batonach i sproszkowanych koktajlach, których zjadało się dziennie na 2-3 posiłki (o ile batona czy koktajl można nazwać posiłkiem) i nie wyrabiała absolutnie żadnych dobrych nawyków. Pozwalała mi nie dbać o siebie zupełnie, aby później zacisnąć pasa na tydzień czy dwa i znów czuć się dobrze w jeansach. Oczywiście po jej odstawieniu wracałam do śmieciowego jedzenia, a przygotowanie do przejścia na zdrowy tryb życia było zerowe. Zaliczyłam też etap pracy z dietetykiem, w pierwszej chwili mój wiek metaboliczny o 10 lat wyższy niż w rzeczywistości zrobił na mnie wrażenie, ale nie zmotywował mnie na tyle, aby stosować się do tych wszystkich zaleceń. Nie zdałam sobie wtedy jeszcze sprawy z tego, że motywacja finansowa – aby pieniądze wydane na dietetyka nie były wydane na marne – to kiepski fundament nowego trybu życia. Z porad zrezygnowałam, gdy okazało się, że nie umiem się do nich zastosować, a chodzenie na kolejne pomiary i dowiadywanie się, ile przytyłam, to naprawdę była strata pieniędzy i czasu nas obu. W tamtym czasie motywowały mnie tylko i wyłącznie diety dające szybkie efekty, byłam młoda i wszystko chciałam mieć na już. Nawet myślenie o dłuższej niż kilka tygodni diecie smuciło mnie tak, że w ogóle nie chciało mi się do niej podchodzić. Kilkumiesięczny horyzont czasowy całkowicie mnie przerażał, a powolne efekty w ogóle nie motywowały do podjęcia starań. Chwilę po studiach, gdy miałam jakieś 25 lat i byłam świeżo po ślubie, w swoim ciele czułam się tak źle, że wciąż wracałam do szybkich i sprawdzonych diet, powtarzając sobie: jeszcze tylko ten jeden raz postawię wszystko na jedną kartę, wydam oszczędności na batony i koktajle, schudnę do ulubionego rozmiaru i już mnie to tak zmotywuje, że jakoś dam radę jeść mniej i to utrzymać. Niestety, każda kolejna dieta kończyła się coraz większym efektem jojo, który zaowocował 20 dodatkowymi kilogramami! Mam 162 centymetry wzrostu, a waga, w której bardzo siebie lubiłam, którą utrzymywałam mniej więcej do 22 roku życia, to 48 kilo i rozmiar 34. Czułam się wtedy po prostu dobrze, komfortowo, atrakcyjnie i zdrowo. W 8 lat przytyłam 20 kilo i zaczęłam nosić rozmiar 42 przy wzroście 162 cm. A przecież to tylko 2,5 kilo rocznie! 200 g miesięcznie! Kto by zauważył? Kto by się martwił! Ale w 8 lat te niby nic sprawiło, że w lustrze przestałam widzieć siebie. Te średnie 200 g miesięcznie i ciągłe chodzenie na dietę było dla mnie tak złudne, że ja absolutnie nie czułam się na rozmiar 42. Nie widziałam tego w lustrze, wciąż czułam się tą szczupłą dziewczyną w rozmiarze 34, dopóki nie przyszło mi pójść na zakupy, przejrzeć się niespodziewanie w witrynie sklepowej, spróbować kupić strój kąpielowy (aby wyjść bez stroju, za to z płaczem), czy spojrzeć na siebie na zdjęciach. To naprawdę ja? Czy ugryzła mnie pszczoła? Czy może ktoś napompował mnie tłuszczykiem? Dokładnie 100 kostkami smalcu. Tym właśnie było moje 20 kilo nadwagi. Dosłownie coś takiego sama wrzuciłam sobie „na plecy” – celowo napisałam to w cudzysłowie, bo zafundowałam taki bagaż i taką truciznę swoim narządom, swojej twarzy, rękom, nogom, talii… każdej części swojego ciała. Co się stało, że w końcu zawalczyłam o siebie? Pierwszy raz zawalczyłam o siebie po poronieniu. Gdy jeszcze nie wiedziałam, że choruję na trombofilię, niedomogę lutelną i za wysoki poziom komórek NK, postawiłam na zmianę trybu życia i zanim udało mi się szczęśliwie zajść w ciążę, zaczęłam pracę nad zmianą nawyków, które sprawiły, że z uwagi na lęk o dziecko, przez całą ciążę pięknie się trzymałam i przytyłam tylko 8 kilo, które dość szybko po ciąży zgubiłam. Ale to nie jest początek mojej prawdziwej walki o siebie – wtedy moją bezwzględną motywacją było dziecko, motywacja zewnętrzna, czyli nienajlepsza forma motywacja do walki o siebie. Oczywiście, po narodzinach Synka starałam się komponować zdrowe posiłki dla całej rodziny, ale szybko okazało się, że Mikołaj jest silnym alergikiem i musiałam i tak prowadzić dwie osobne kuchnie. Jak możesz się domyśleć, byłam tylko o krok od powrotu do starych nawyków. Co prawda nie wróciłam już do destrukcyjnych diet cud, ale zdrowe nawyki traciły na sile, a ja znów regularnie zmieniałam spodnie na większy rozmiar. Starania o drugie dziecko, jak się domyślasz, znów sprawiły, że łatwiej było mi wrócić na właściwą ścieżkę zdrowia, ale, jak wiesz, to nie była dobra motywacja. Natomiast już wtedy, jeszcze przed narodzinami Maksia, postanowiłam drugi raz nie zepsuć tego wszystkiego i nie pozwolić na to, aby wraz z urodzeniem Dziecka odpuścić walkę o siebie – choć tak naprawdę nigdy jej nie zacząć. Jak znalazłam motywację do odchudzania? Spisałam sobie – brutalnie szczerze – co tracę, ważąc 68 kilo zamiast 48, nosząc przy wzroście 162 rozmiar 42, zamiast 34. Podzielę się z Tobą częścią z moich zapisków. Te najbardziej intymne i bolesne zachowam dla siebie. Codziennie tracę: poczucie własnej wartości, poczucie pewności siebie, zarówno w relacjach osobistych, jak i zawodowych, poczucie sprawczości – skoro nie umiem zapanować nad tym, co jem i jak wyglądam, to jak mam uwierzyć w to, że panuję nad całym swoim życiem, poczucie siły – skoro każdego dnia przegrywam z wagą i spodniami, zdjęcia – bo nie chcę ich sobie robić nawet z mężem czy rodziną, a tych, które mam, nie lubię oglądać, wakacje, bo nie lubię na nie jeździć i przejmować się, że wstydzę się rozebrać na plaży, a na pewno wrócę z dodatkowymi kilogramami i będzie tylko gorzej, aktywność – bo wstydzę się braku kondycji i swojego wyglądu na siłowni, piękną garderobę, gdyż w rozmiarze 42 muszę nosić mało atrakcyjne fasony, aby dobrze wyglądać, a koronki, falbanki i obcisłe sweterki tylko mnie pogrubiają i podkreślają to, co chcę ukryć. Teraz Ty weź kartkę i zapisz sobie na niej pytanie: Co tracę dziś ważąc/nosząc rozmiar…… zamiast upragnionych/upragnionego…….. . Ważne: Być może chorujesz na coś, przyjmujesz leki, które uniemożliwiają Ci osiągnięcie wagi, o której marzysz – jestem pewna, że zdrowe nawyki i zdrowa dieta są Ci jeszcze bardziej potrzebne i tym bardziej powinnaś napisać, dlaczego chcesz wyruszyć w kierunku upragnionej wagi, choć trudno jest przewidzieć, kiedy i czy tam dotrzesz. Bardzo proszę Cię o to, abyś zrobiła to dziś, choć w Twojej głowie jest mnóstwo wymówek w stylu: nie mam pod ręką kartki i długopisu, nie chcę się od dziś odchudzać, muszę się przygotować do diety, zacznę, ale zacznę od poniedziałku, zrobię to w głowie, też wystarczy… Dlaczego musisz zrobić to dziś? Nie dla mnie, ale dla siebie! Dlaczego nie powinnaś czekać do jutra? Poniedziałku albo nowego miesiąca? Po pierwsze dlatego, że już dziś musisz wiedzieć, po co masz wkładać tyle pracy i wysiłku w odchudzanie i zmianę nawyków, dlaczego w ogóle masz zrobić pierwszy krok? Nawet jeśli podejmowałam próbę zrzucenia kilogramów, bez silnej, wewnętrznej motywacji szybko – przez ponad 10 lat – wracałam do poprzednich nawyków, które mi nie służyły i znów wracałam do poprzedniej wagi. A nawet byłam na plusie. Skąd wiem, że tamte nawyki mi nie służyły? A jak te nawyki niby miały mi służyć, skoro spisałam sobie wielką listę rzeczy, które tracę? Aby dojść do tego momentu w tekście poświęciłaś już 5 minut, dlatego jeśli Twoją wymówką ma być brak czasu dziś, nie czytaj tekstu dalej – wróć do niego jutro, a teraz zamknij oczy i odpowiedz sobie na pytanie, co tracisz każdego dnia… Zrobiłaś listę. Być może jesteś teraz smutna, zła i rozżalona, więc teraz przyjemniejsza część zadania na dziś. Odpowiedz sobie na piśmie na pytanie: Co zyskam, gdy osiągnę upragnioną wagę albo będę się do niej zbliżać? Jak się będę wtedy czuła? Napisałam sobie wtedy: będę pewniejsza siebie, będę ładniejsza (bez drugiej brody na pewno), będę czuła się lekko – ah, jakie to musi być przyjemne! będę wzorem zdrowia dla swoich dzieci, nie będę się codziennie rano przejmowała co ubrać, aby zamaskować wałeczki, nie będę rezygnowała z zakupów, bo i tak nic na mnie dobrze nie wygląda, ani kupowała tego, co i tak nie założę, bo czuję się źle, będę chciała jeździć na wakacje, będę chciała robić sobie zdjęcia z mężem, będę bardziej wysportowana, będę zdrowsza, kupię sobie te wymarzone sukienki i nie będą mi wystawały wałeczki, będę SZCZĘŚLIWSZA. Ale zacznę od poniedziałku… I możesz mi nie wierzyć, ale zdałam sobie sprawę, że odkładanie zdrowego odżywiania na „od poniedziałku” było moim największym przeciwnikiem w powrocie do dawnej siebie. Zbyt restrykcyjne wymagania i oczekiwanie zera odstępstw od zakładanych nowych nawyków żywieniowych sprawiały, że po pierwsze, weekend przed dietą nieźle sobie folgowałam – w końcu szłam na dietę i miałam skończyć ze wszystkim, co pyszne i niezdrowe, wszystko teraz miało być zakazane! Nasze weekendy, zwane przeze mnie i mojego męża Wojtka „pożegnaniem”, podczas których pozwalaliśmy sobie na wszystkie dietetyczne grzechy świata, w połączeniu z gigantycznymi listami zakazów i nakazów „od poniedziałku” sprawiały, że przed pójściem na dietę dodatkowo się „tuczyłam”, a na dietę szłam ociężała, by na tej nowej super hiper diecie wytrzymać może 3 dni. Dlaczego? Nakładałam na siebie takie restrykcje, że trudno było mi się ich trzymać, a każde odstępstwo traktowałam jak poddanie się. Wtedy następowała czarna rozpacz, spadek motywacji do zera i myślenie – znów mi się nie udało wytrzymać, nigdy mi się nie uda. Pamiętam hit, jaki wtedy wymyśliłam, a właściwie usłyszałam w telewizji śniadaniowej: skoro nie mogę być szczupła, nie mogę (tu czytałam listę tego, czego nigdy nie zyskam, jak schudnę, skoro nigdy nie schudnę) – to chociaż będę smacznie i dużo jadła i chociaż w tym temacie będę szczęśliwa! Zwykle szybko się z tego podnosiłam, składając sobie obietnicę, że tym razem od poniedziałku dam radę! Widzisz to? Znów od poniedziałku, bo przecież najpierw muszę sobie te przyszłe trudy wynagrodzić! Muszę pożegnać się z moim życiem!!!! Dopiero wtedy, gdy do listy tego, co tracę i co zyskam, gdy zawalczę o siebie dodałam walkę od DZIŚ, od TERAZ… – kopię takiej listy włóż sobie do portfela i czytaj w każdej chwili słabości – udało mi się schudnąć 20 kilo w 40 tygodni i znów kupić jeansy w rozmiarze 34. Piękne uczucie, spełnione marzenie i spełniona lista… czułam się dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłam, a może lepiej, bo nie spodziewałam się takiej reakcji otoczenia. Absolutnie nie oznacza to, że nie upadałam, nie popełniałam gigantycznych grzechów, ale po prostu OD RAZU wstawałam, otrzepywałam kolana, poprawiałam koronę i szłam dalej – kto powiedział, że na rozpoczęcie diety trzeba czekać do poniedziałku? Zgrzeszyłam o 12, to dietę kontynuuję od 13! Wszystko po staremu! Nowe zasady i nawyki na posterunku! Za każdym razem, gdy kusi mnie, aby dać sobie czas na rozpoczęcie diety, mówię sobie: tak, masz kwadransik kochana! I jedziesz dalej! Masz wybór tu i teraz, czy kupisz te spodnie w ulubionym rozmiarze czy nie! Każda decyzja, którą dziś podejmiesz, będzie Cię do tego celu albo przybliżała, albo oddalała. Odsuń przeszłość – zjadłaś kawałek ciasta na kawie z koleżanką – trudno, to się nie odstanie i już Ci więcej nie zaszkodzi, ale to, co zjesz teraz, za godzinę i dwie, ma realny wpływ na to, jak będziesz wyglądała jutro, za miesiąc i za rok! Dlaczego małe cele okazały się lepsze od wielkich? Okazały się osiągalne. A nic nie motywowało mnie tak, jak osiągnięcie celu i zafundowanie sobie nagrody – po drodze kupiłam sobie trzy przepiękne sukienki w rozmiarze 40, 38 i 36 – dziś to moje trofea i nie przeszkadza mi, że dziś ta w rozmiarze 40 jest za duża, bo przypomina mi o mojej zwycięskiej walce i uwielbiam ją zakładać, choć widać, że jest za duża. Nie czekałam na metę, nagradzałam się po drodze. Fantastyczne też jest to, że choć cel jest odległy, efekty są widoczne już w trakcie – a mniej wałeczków i miłe słowa od otoczenia, które na pewno usłyszysz, będą tylko dodatkową motywacją. Wiele razy też wystarczyło, że gdy wahałam się w restauracji, czy zamówić ulubioną pizzę czy niesmaczną (w tym lokalu) sałatkę, wystarczyło rzucenie okiem na portfel i przypomnienie sobie listy rzeczy, które zyskam (szybko nauczyłam się jej na pamięć) i uwierz mi – nawet niesmaczna sałatka bez sosu smakowała lepiej niż pizza, gdy wiedziałam, jak pięknie przybliża mnie ona do celu! Silna motywacja potrafiła sprawić, że na urodzinach przyjaciółki zlizywałam tylko pasty z kanapek, bo miałam tak piękny wynik, że nie chciałam go psuć jedzeniem pieczywa na noc! Ta lista dodawała mi siłę, a koniec z zaczynaniem od poniedziałku i wiara w to, że każda, nawet najmniejsza decyzja przybliża lub oddala mnie od celu, dała mi siłę, aby wytrwać. Odzyskałam poczucie sprawczości i panowania nad swoim życiem. Czy po osiągnięciu celu jestem wciąż na diecie? Nie, ale wciąż pracuję nad zdrowymi nawykami, które mi służą. Po zakończeniu okresu nastawionego na redukcję, w ramach zdrowych nawyków pozwalałam sobie jednak dużo częściej na odstępstwa. Regularne ważenie się (mam wagę, która pokazuje też udział procentowy wody i tłuszczy w organizmie) czy po prostu guzik w ulubionych spodniach najlepiej obrazują, czy za bardzo nie odbiegłam od swojej wymarzonej wagi i czy nie powinnam znów nieco bardziej skoncentrować się na trzymaniu zdrowych nawyków. Nie da się ukryć, dietę redukcyjną zakończyłam już roku temu i absolutnie bałam się odpowiadać na Wasze liczne pytania i prośby o opowiedzenie o mojej przemianie. Mówiłam, że nie jestem gotowa i to była prawda, za którą stał lęk i obawa, że moja przemiana będzie chwilowa, a ja tym razem przytyję 30 kilo i tak mi już zostanie. Dziś wiem, że odkąd poszłam na dietę – ostatecznie zaczynałam z poziomu 70 kilo i schudłam do 50 kilo, moja waga waha się pomiędzy 50 a 52 kilo i ten poziom jest dla mnie absolutnie w porządku. Gdy waga podchodzi powyżej 52 kilo, ograniczam sobie odstępstwa od zdrowej diety do minimum i wszystko znów wraca do normy. Nauczyłam się, że odchudzanie to nie jest jednorazowa akcja, a myślenie o odchudzaniu zastąpiłam w swojej głowie myśleniem o zdrowiu i zdrowym odżywianiu. Niestety, ale jeśli przestaję dbać o zdrowe nawyki, dawna waga wraca. Zdałam sobie sprawę, że ze zdobytych podczas odchudzania wiedzy i umiejętności będę chciała korzystać już do końca życia, aby waga, w której czuję się zdrowo i lekko, pozostała. Abym mogła być i czuć się sobą. Zdrowe nawyki… ale jakie? Cieszę się też, że wspieram też swoje zdrowie, zamieniając niemal na stałe jasne pieczywo głębokomrożone z piekarni na pieczone w domu pieczywo orkiszowe, zamieniając jasne makarony na ciemne oraz kasze, soczewice i inne pełnowartościowe produkty, czy cukier na daktyle lub ksylitol. Oczywiście – nie daję się zwariować – i zarówno w okresie redukcji (rzadziej), jak i poza nim (częściej) pozwalam sobie na pyszne grzeszki – czasami uwielbiam zjeść niezbyt zdrową białą ciepłą bułkę z głębokomrożonego pieczywa, które przyjechało kilka miesięcy temu z Węgier czy zamówię największy kawałek tortu bezowego z malinami – i od czasu do czasu sobie na to pozwalam, nie mając z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia! 90% zdrowia, 10% odstępstw! Staram się również gotować zdrowo dla całej rodziny, wykorzystując zdrowe, wartościowe składniki, zwracając uwagę na produkty eko. A właśnie w moim życiu nadszedł taki czas – za nami grudzień, czas gotowania, pieczenia pierników i absolutnego rozpieszczania się także i u mnie, do tego smutny i leniwy styczeń, do którego dość niespodziewanie doszedł też zabieg medyczny u mnie, lęk i obawa, a nawet dni, gdy moim głównym zmartwieniem było to, jak znaleźć siłę, by pomimo złamanego serca wstać, pójść do pracy i zając się dziećmi, a z braku siły jedzenie schodziło na dalszy tor… Tak było, akceptuję to w pełni i czuję się spokojna, bo wiem, jak sobie z tym poradzę. Świadomie pozwalałam sobie sobie na te wszystkie odstępstwa bez wyrzutów sumienia, bo mam dziś już większe zaufanie do siebie – skoro udało mi się schudnąć 20 kilo i utrzymać je przez rok, to teraz nie boję się o to, jak uda mi się schudnąć te nadprogramowe, dwumiesięczne 4 kilogramy. Pomyślałam, że to fantastyczna okazja do tego, abyśmy zaczęły pracę ze zdrowymi nawykami, dzięki którym zgubimy nadprogramowe kilogramy razem! Bez względu na to, jaki jest Twój cel, bo choć, jak wiesz, mój to dziś „tylko” 4 kilogramy, to jeśli osiągniemy go razem, zobaczysz, jak pomimo początkowych trudności pięknie to idzie! 4 kilo to nie jest też mój cel na jeden miesiąc, wolę wyznaczać sobie cele mniejsze niż 1 kg tygodniowo, aby częściej je realizować i motywować się dalej i więcej! Myślisz sobie – ej, mniej niż kilogram tygodniowo? Nie chce mi się tak wolno chudnąć! Ale ja dziś wiem, że wolę wprowadzać zmiany powoli, na miarę swoich sił i możliwości gubić kilogramy w wersji slow (nie odwadniając się i nie spalając własnych mięśni zamiast tłuszczu), ale osiągnąć cel, niż porywać się z motyką na słońce, narzucić sobie nierealne oczekiwania i znów skończyć dietę po tygodniu, sfrustrowana, że się nie udało. Pamiętaj, czas i tak upłynie! Tak jak moich 40 tygodni. Nie wierzysz? Przypomnij sobie dietę, na którą poszłaś rok temu, była taka? Czas i tak upłynął, bez względu na to, czy Ty wytrwałaś w diecie, czy nie. Pocieszę Cię też, że pierwsze kilogramy czy centymetry motywują ogromnie! A ja tańczyłam z radości już gdy straciłam pierwszy rozmiar! Więc to nie jest tak, że po drodze nic się nie dzieje, a nagroda czeka na Ciebie dopiero za wiele miesięcy. Motywację (lista rzeczy, które tracimy i które zyskamy) już masz – spisałaś je dzisiaj na kartce, prawda? Ja mam też rozpracowanego największego wroga, czyli wieczne odkładanie diety na „od jutra” czy „od poniedziałku”, więc jeśli tylko masz ochotę zacząć ze mną niemal od zaraz, to serdecznie Cię do tego zapraszam. Zapisz się na na nasze wyzwanie „Nie czekam – działam!„, a za kilka dni – w poniedziałek 11 lutego 2019 podeślę Ci Kartę Motywacji i Realizacji Celu, która bardzo mi pomaga w osiąganiu stawianych sobie celów, a także świetnie diagnozuje moje błędy, pięknie odpowiadając na czasami pojawiające się pytanie – dlaczego dieta nie działa? Dlaczego znów się nie udało? Czy znów się nie uda? Czemu nawyki nie działają? Podzielę się z Tobą moimi sprawdzonymi sposobami i założeniami, które pomogły mi zdrowo zgubić 20 kilo w 40 tygodni, ale karta motywacji i celu będzie uniwersalna – każda z nas wpisze tam swoje zdrowe nawyki i to je będzie wdrażała przez najbliższe 28 dni, bo być może masz już swoje sprawdzone sposoby na odchudzanie, które nie działają tylko dlatego, że brakowało Ci motywacji i systematyczności. Karty motywacji znajdziesz również w moim Plannerze Na Dobry Dzień, byś zawsze miała je przy sobie. Jest tam miejsce, by skreślać kolejną wypitą szklankę wody, wpisać dzisiejsze posiłki i mieć wgląd w swoje postępy. Znajdziesz tam również zakładkę Zdrowie, gdzie możesz wpisać wizyty lekarskie, wyniki badań i suplementy, które przyjmujesz – bo dbanie o siebie to nie tylko zdrowe jedzenie, ale również badania kontrolne i suplementacja składników brakujących Twojemu organizmowi. To co, podejmiesz ze mną 28 dniowe wyzwanie „Nie czekam – działam!” #nieczekamdzialam ? Pamiętaj, to, jak będziemy czuły się za rok, będzie wynikiem naszych dzisiejszych decyzji. Wciąż czujesz w sobie wewnętrzny opór przed podjęciem wyzwania? Podaj mi choć jeden powód, dla którego nie miałabyś zmienić już dziś tego, co doprowadziło Cię do sytuacji, w której sporządziłaś listę rzeczy, które codziennie tracisz? Jeśli tak, to już dziś możesz dodać się do mojej grupy na Facebooku, gdzie będziemy dzieliły się zdrowymi nawykami, celami, przepisami i jadłospisami – z chęcią udostępnię Ci moje przykładowe jadłospisy, które ułożę z pomocą dietetyka. PS Z uwagi na budowane w grupie relacje, do grupy przyjmuję tylko te osoby, które posiadają autentyczne profile na Facebooku – przynajmniej 50 znajomych, imię, nazwisko i zdjęcie profilowe. Wierzę, że to pozwoli nam zbudować solidne wsparcie, oparte na zaufaniu. A jeśli z jakiegoś obiektywnego powodu nie możesz mieć na Fb swojego zdjęcia (na przykład jesteś sędzią) napisz do mnie na poczta@ – postaram się zrobić dla Ciebie wyjątek 🙂 Zapisanie się do wyzwania jest równoznaczne z wpisaniem się na listę mailingową, z której można się w dowolnym momencie wypisać.

odchudzanie po 40 forum