Materiał reporterski Studenckiego Radia "Żak" Politechniki ŁódzkiejSonda na temat: "Czy wierzysz w teorie spiskowe?"Czas: 00:01:09Wykonanie:Arek SarlejGrzesi Człowiek znikąd, który pojawia się u władzy, awansując w niedostępnym dla innych tempie, zawsze wzbudza podejrzenia. Ale nie tylko takie teorie spiskowe krążą wokół W jakie teorie spiskowe Harry'ego Pottera wierzycie najbardziej? Cała rozmowa Teorie spiskowe o Harrym Potterze | Czy Hagrid rzeczywiście pracował dla Czarnego Pana? e-ISBN (mobi,epub): 978-83-233-7394-0. Makoto Shinkai, Naruki Nagakawa. Michael Butter, rozprawiając się z mitami narosłymi w dyskusjach medialnych, przedstawia cechy, rodzaje i rozwój teorii spiskowych. Posługując się przykładami od zabójstwa Juliusza Cezara po flirt Donalda Trumpa z konspiracjonizmem, pokazuje, jak powstają i co Malaysia Airlines Flight 370 ( MH370 / MAS370) [a] was an international passenger flight operated by Malaysia Airlines that disappeared from radar on 8 March 2014 while flying from Kuala Lumpur International Airport in Malaysia to its planned destination, Beijing Capital International Airport in China. [1] The reason for the disappearance has lirik maula ya sholli wasallim daiman abada maher zain. W marcu 2014 roku zaginął boeing 777 należący do Malaysian Arlines, lecący z Kuala Lumpur do Pekinu. Wraku samolotu nigdy nie odnaleziono. Wysnuto wiele teorii: porwanie, zdalne uprowadzenie samolotu, czy atak terrorystyczny. Żadna nie wyjaśnia jednak w zadowalający sposób tajemniczego zaginięcia lotu MH370. Teraz eksperci przedstawili nową hipotezę. 8 marca 2014 roku kilkadziesiąt minut po północy z lotniska w Kuala Lumpur wystartował boeing 777 należący do malezyjskich linii lotniczych. Na pokładzie było 239 osób, w tym dwunastu członków załogi. Pilot, wylatując z przestrzeni powietrznej Malezji, pożegnał się z kontrolerami, a już kilka minut później utracono z nim łączność. Jak pokazały zapisy z radarów wojskowych, maszyna obniżyła lot i skręciła w stronę Oceanu Indyjskiego. Malezyjskiego samolotu nigdy nie odnaleziono, udało się jedynie natrafić na fragment skrzydła. Los lotu MH370 stał się jedną z największych zagadek w historii lotnictwa. Jak dotąd żadna z wysuwanych hipotez nie może zostać zweryfikowana bez odnalezienia wraku i zamontowanych w nim rejestratorów. Niektórzy eksperci sugerują jednak, że samolotu poszukuje się w złym miejscu i należy go szukać nawet 115 mil dalej niż dotychczas zakładano. Dlaczego? Ich zdaniem błędna jest hipoteza, że maszyna nagle zanurkowała, niekontrolowana przez pilotów. Gdyby tak było, skrzydło powinno eksplodować i odnaleziony fragment nie powinien wówczas istnieć. Stąd też przypuszczenie, że pilot, 56-letni Zaharie Ahmad Szah, do końca miał kontrolę nad samolotem. – Zabił siebie, zabił każdego na pokładzie i zrobił o celowo – powiedział Larry Vance, kanadyjski ekspert do spraw katastrof lotniczych w australijskiej telewizji CBS. Tego samego zdania jest pilot i instruktor lotnictwa Simon Hardy, który przekonywał, że celem pilota było „ukrycie samolotu jak najdalej od cywilizacji”. Wydaje się, że nie jest to hipoteza pozbawiona sensu. Śledztwo wykazało, że pilot boeinga 777 Zaharie Ahmad Szah przed swoim ostatnim lotem ćwiczył lądowanie na Oceanie Indyjskim, na wysepce z krótkim pasem startowym. Prawdopodobne motywy samobójstwa nie są znane, choć śledczym udało się ustalić, że pilot miał problemy w małżeństwie. „Źródło: Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Tajemnicza katastrofa lotnicza. Gdzie jest samolot linii lotniczych Malaysia Airlines i zwłoki 239 pasażerów? Zagadka nie została rozwiązana od 8 marca 2014 roku i wciąż rodzą się szokujące teorie spiskowe oraz nowe podejrzenia… czy to było porwanie samolotu? Być może nigdy nie dowiemy się, co stało się z lotem MH 370 lecącym z Kuala Lumpur do Pekinu. Lata mijają, a eksperci z całego świata nie potrafią nawet zlokalizować wraku samolotu. Odkąd Boeing 777 ostatni raz skontaktował się w więżą kontrolą 40 minut po starcie i zboczył z trasy, słuch o nim zaginął. Wiadomo jedynie, że znajdował się w powietrzu jeszcze 7 godzin. Rozbił się prawdopodobnie między godziną 8:19, a 9:15. Ale czy na pewno była to katastrofa lotnicza? Egipski ekspert ds. lotnictwa Ismail Hammand ma zaskakującą teorię, którą przedstawił na łamach „Daily Star”. Jego zdaniem, było to porwanie samolotu, a pasażerowie dostali usypiającą herbatę, by nie przeszkadzać w działaniach. Porwania mieliby dokonać Irańczycy, którzy za pomocą fałszywych paszportów dostali się na pokład, prawdopodobniej chcąc uzyskać azyl w twierdził, że porywacze musieli przede wszystkim zapobiec reakcji pasażerów, którzy mogliby się zbuntować. Rozwiązaniem miał być otępiający napój, a może nawet celowa dekompresja samolotu. Mogła to równie dobrze być zabójcza trucizna, bo pojawiły się teorie, że w momencie katastrofy pasażerowie i załoga byli już martwi. Nie można jednak tego potwierdzić dopóki nie zostanie odnaleziony wrak, albo chociażby czarne skrzynki. Myślę, że na wszystkich pasażerów zadziałał jeden czynnik i pewnie była to herbata, bo w tamtym regionie to popularny napój, szczególnie wśród Malezyjczyków – twierdzi Ismail Hammand. (Daily Star) Egipcjanin podejrzewa, że porywacze chcieli wylądować na jednej z wysp na Filipinach, ale tamtejsze lotniska mają za krótkie pasy, by taka maszyna mogła tam bezpiecznie usiąść. Podejrzewa, że z tego powodu samolot wpadł do morza. Gdzie jest malezyjski samolot? Tajemnicza katastrofa lotnicza: Taraka: nowe | Sny | Blogi | Seriale | Kategorie | Autorzy | Autorzy wg czytania | Tematy/tagi | Autorzy snów | Autorzy snów wg czytania | Tematy/tagi snów 2013-03-26 Katarzyna Urbanowicz Są duże i małe teorie spiskowe. Największe to oczywiście Blue Beam, Zamach Smoleński, „rzeczywiste” przyczyny ataku terrorystycznego 10 września, poza tym polskie i zagraniczne legendy miejskie, różne „czarne wołgi”, „trupie suknie ślubne ukradzione z trumny i sprzedane na bazarze”. Jest ich tak dużo, że nie sposób nawet większości z nich prześledzić. Ale i są małe teorie spiskowe. Słyszymy o nich w osiedlowych sklepikach, gdzie okrutnie przejęte, zazwyczaj starsze osoby opowiadają o zwykłych życiowych bolączkach nadając im niezwyczajne znaczenie. W sąsiednim bloku trwa remont klatki schodowej. Czekając w kolejce wysłuchuję pretensji pewnej pani o nie wycieranie nóg przy wchodzeniu. Wprawdzie zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma teraz wycieraczki, bo pewnie robotnikom układającym płytki przeszkadzała, ale przecież „człowiek jak nie jest chamem, to tak czy inaczej wytrze buty”. Jasne, nawet chusteczką do nosa!. Ale słucham mimowolnie dalej robotnikach, którzy układając kafelki w wejściu na klatkę są chamscy i ordynarni, a ponadto według jej rozeznania nie jest to czyste chamstwo, wynikające z ich prywatnej natury, tylko chamstwo narzucone przez tych, co wygrali przetarg na remont, ale z jakichś powodów zamierzają nękać lokatorów bloku, może dlatego, żeby mieszkania w nim straciły na cenie, a podstawione osoby mogły je wykupić za grosze i przekazać temu jednemu, wielkiemu MANIPULATOROWI, który steruje wszystkim. Przy takich opowieściach zazwyczaj pada nazwisko rządzącego polityka. Tłumaczenie, że specyfika remontów jest taka, że utrudniają ludziom życie nie da rezultatów, ponieważ na odległość już widać, że osoba ta węszy wszędzie teorie spiskowe. Dlatego też inna osoba z tego rodzaju nie podyktuje nikomu żadnego numeru telefonu do zapisania w komórce, tylko pisze go na kartce (zasłaniając ją ręką) przed ewentualna kamerą zamontowaną (zapewne) w żyrandolu, lub odbiornikiem kierunkowym, który analizuje drganie szyb. Wszystkie siły i środki światowego szpiegostwa skierowane na nią! Stresuje ją też konieczność korzystania z karty miejskiej w metrze, ponieważ nie życzy sobie, żeby ktoś mógł z jakichś danych wywnioskować, że właśnie ona (której fotografia widnieje na kartoniku) właśnie tego dnia, właśnie o tej godzinie, wsiadła do tego, a nie innego metra i udała się w kierunku, który powinien pozostać dla niepowołanych tajemnicą. Przy czym – muszę koniecznie zaznaczyć — jest to starsza pani, absolutnie porządna i uczciwa kobieta, zero jakichś szemranych interesów, nie mająca właściwie nic do ukrycia. Czasami umawiam się z kimś takim w centrum handlowym i idziemy na kawę, ale trudno się z nią rozmawia, bo ma głównie baczenie na to, żeby nikt nic nie słyszał, co ona mówi (w tym i ja) i zasłania usta. Ostatnia jej teoria mówi, że zwiększyła się ogromnie liczba osób które ześwirowały (jak ten, co w Krakowie gromadził materiały wybuchowe) i można przypadkiem osobie tej narazić się, a jeśli ona ma dojście do tych centrów, gdzie pokazują nagrania z ulicznych kamer... A centra handlowe (jak wiadomo) są nimi naszpikowane. Więc jeżeli ten psychopata, któremu naraziłaś się sama o tym nie wiedząc... Za chwilę zresztą osoba ta mówi, że kamer jest stanowczo nieodpowiednia ilość albo obserwatorzy są nieuważni, bo nie zapobiegają żadnym przestępstwom, najwyżej wykrywają drobnych przestępców, których akurat WAŻNE OSOBY nie chronią. Poza tym są to zupełnie zwyczajni ludzie , nie wykazujący żadnych odchyłek od normy, jednak ich ogląd świata uległ trwałemu zaburzeniu. Jakie mogą być tego przyczyny? Na pierwszym miejscu obarcza się media z upodobaniem opisujące i analizujące wszelkie zbrodnie, perfidne przekręty, przejawy niesprawiedliwości i krzyczące o pomstę do nieba okrucieństwa. Także media te podsycają w nieskończoność zainteresowanie takimi wydarzeniami tworząc w ten sposób atmosferę sprzyjającą wszelkim teoriom spiskowym. Potem wymienia się partie polityczne i środowiska uważane za sekciarskie, które na tym żerują. Może to wszystko zawiera trochę prawdy, ale nie tłumaczy właściwie zjawiska. Ja na to spoglądam nieco inaczej. Wyobraźmy sobie zakochaną nastolatkę (z dawniejszych nieco czasów). Nagle wszystkie rzeczy, które ją interesowały, które były ważne, koleżanki, szkoła, oceny i tak dalej schodzą na dalszy plan. Cała jej uwaga skupiona jest na przedmiocie miłości. Co powiedział, jak wyglądał, jak spojrzał. Z kim rozmawiał. W jakim był nastroju. i tak dalej. Z uporem godnym lepszej sprawy skupia się na tym jednym obiekcie „rozpracowując” go w rozmaitych aspektach. Ma wiele racji w swych obserwacjach, często wnikliwych i odkrywczych. Jednak jest śmieszna i choć często wie o tym (koleżanki się wyśmiewają) nie potrafi zmienić hierarchii ważności swojego widzenia świata. A jest śmieszna nie przez uprawianie głupiego zajęcia, ale przez nadmierną uwagę poświęcaną JEMU w przeciwieństwie do realiów ją otaczających i mających rzeczywisty wpływ na jej życie (stopnie, stosunki z nauczycielami, rodzicami i otoczeniem). To samo dzieje się z owymi starszymi ludźmi. Nagle przestaje mieć znaczenie rzeczywisty, różnorodny świat wokół nich. Skupiają się na jakimś drobiazgu i niczym domorosły Holmes rozpracowują go, tworząc spiskową otoczkę, bowiem skupienie uwagi podnosi ważność tej rzeczy w hierarchii innych rzeczy tego rodzaju, a podniesienie ważności skutkuje rozważaniom i wyciąganiu wniosków, które choć dla niewtajemniczonych nieprawdopodobne – uprawomocniają się poprzez samą możliwość ich zaistnienia. Jeżeli pewnego rosyjskiego emigranta potrafiono otruć za pomocą dziwnej substancji promieniotwórczej, wcale nie jest pewne, czy jakiś szaleniec nie zaatakuje tym polonem niewinnej staruszki, a więc dla poczucia swojego bezpieczeństwa powinna rozejrzeć się za możliwością zakupu licznika Geigera-Mullera. Co więc ciągnie tego rodzaju nastolatki i starsze osoby do uprawiania tego jałowego zajęcia wyrzucającego je mentalnie niejako poza otoczenie? Widzę tylko jedną rzecz: poczucie własnej ważności. Jego potrzeba jest na tyle silna, że podtrzymuje i napędza wszelkie bzdury tego rodzaju. Im więc bardziej spychany na margines życia jest człowiek, tym bardziej zależy mu na zobaczeniu siebie (przynajmniej we własnych oczach) jako odkrywcę czegoś, czego inni nie dostrzegają. W naszej współczesności, która spycha na margines osoby starsze uprawiając kult produktywności i pożyteczności, jedyną możliwością podniesienia poczucia własnej ważności jest dzielenie się odkryciami spisków, których nikt poza tym nie dostrzega. Jeśli tych niedostrzegających zrobi się więcej, rosną w siłę, a wraz z nimi ich spiskowe teorie. Opowiadano mi w niedzielę, że w pewnym kościele przed konfesjonałem ze spowiedzią wielkanocną wił się kilkakrotnie zakręcony ogonek, a spowiadający księża byli poirytowani i zdenerwowani tym tłumem. Jeden z nich oświadczył nawet opowiadającej, że jej grzechy nie są na tyle ważne, żeby zawracać głowę w czasie tak dużego spiętrzenia usług duszpasterskich i mogłaby sobie tę spowiedź darować. Z własnego doświadczenia pamiętam, jak ksiądz spowiadający w szpitalu pewną babcię, krępującą się wyznawać swoje grzechy na głos oświadczył, że nie ma potrzeby aby inne panie z sali wychodziły, bo „cóż to za grzechy może mieć taka staruszka?” Babcia tak potraktowana wyjdzie więc z kościoła, ciężko usiądzie na jedynym taborecie w kiosku i zaczyna snuć swoje remontowe teorie spiskowe. Osoba, która opowiadała mi o swojej niedzielnej spowiedzi i oderwała mnie od sporządzania i wysyłania PIT przez internet zauważyła, że może i spowiedź powinna odbywać się tę metodą, a odpowiedni program sprawdziłby ciężar jej grzechów i wyznaczył pokutę, nie upokarzając jej przy tym. Łatwo sobie wyobrazić, że mogłaby to powiedzieć nie mnie, a komu innemu, a tamta osoba skojarzyłaby sobie informację, że ma być wprowadzona możliwość odpisu od podatku na Kościół i metodą głuchego telefonu "jedna pani drugiej pani" powstałaby nowa teoria spiskowa: Wprowadzi się podatek dla Kościoła i wszyscy wierni będą musieli spowiadać się na odpowiednich formularzach, najlepiej przez internet. Jeżeli tego nie zrobią nie otrzymają rozgrzeszenia i nie będą mogli przystąpić do Komunii Świętej. Taraka: nowe | Sny | Blogi | Seriale | Kategorie | Autorzy | Autorzy wg czytania | Tematy/tagi | Autorzy snów | Autorzy snów wg czytania | Tematy/tagi snów Samolotu linii Malaysia Airlines nie zestrzelili Rosjanie. To Amerykanie umieścili w nim bombę, którą następnie zdetonowali przez satelitę. Tak brzmi najnowsza teoria rozpowszechniana przez rosyjskie media. Do redakcji „Komsomolskiej Prawdy” dotarło nagranie rozmów telefonicznych dwóch rzekomych agentów CIA. Mężczyźni rozmawiają o planach strącenia malezyjskiego boeinga. Według nagrania, ma to być amerykańska prowokacja wymierzona w Rosję. Nagranie nie jest wiarygodne, „agenci” brzmią, jakby czytali przygotowane wcześniej kwestie. Poza tym niektóre zdania wypowiadają z podejrzanie dobrym rosyjskim akcentem. Rosyjski ekspert ds. bezpieczeństwa Siergiej Sokołow przekonuje jednak, że to wszystko prawda, a katastrofa boeinga to tajna operacja o kryptonimie „ - wspólna akcja CIA i innych zachodnich wywiadów. Agenci rzekomo umieścili na pokładzie samolotu „skomplikowane ładunki wybuchowe” - jeden pod kokpitem, a drugi w luku bagażowym. Następnie bomby zostały zdetonowane za pomocą satelity. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Rząd Malezji, pod naciskiem opinii publicznej i prawników reprezentujących ofiary, powrócił w styczniu do poszukiwań zaginionego Boeinga 777 200 ER malezyjskich linii lotniczych, z lotu MH370. Działania realizowane są we współpracy z wyspecjalizowaną amerykańską firmą badawczą. Premier Malezji spodziewa się konkretnych wyników poszukiwań „najpóźniej do czerwca”. Tajemnica lotu MH370 Sprawa zniknięcia samolotu nie daje spokoju światowym mediom, wręcz staje się niedorzeczna w czasach, w których ludzie mogą śledzić smartfony w czasie rzeczywistym, a sektor transportu nadal nie jest zobligowany do wprowadzenia podobnych zasad dla statków powietrznych przewożących około 4 mld pasażerów rocznie. Zasada „jednej minuty” (monitorowania położenia statków powietrznych co minutę) wejdzie w życie dopiero w 2021 roku i będzie obowiązująca tylko dla nowych samolotów. Nie obejmie zatem floty starszych samolotów pasażerskich. Obecnie obowiązujący standard to monitoring położenia co kwadrans, co przy szybkości poruszania się samolotów jest dalece niewystarczające (znacznie zwiększa potencjalny zakres poszukiwań). Przypomnijmy podstawowe fakty. Do zaginięcia samolotu doszło 8 marca 2014 roku, a więc już ponad 4 lata temu. Lecący z Kuala Lumpur do Pekinu samolot zniknął z radarów nad Morzem Południowochińskim. Maszyna jednak nie rozbiła się i prawdopodobnie po wykonaniu skrętu w kierunku Oceanu Indyjskiego, kontynuowała lot przez kolejnych 7 godzin. Na pokładzie znajdowało się 227 pasażerów i 12 członków załogi. Samolot, który realizował lot MH370 został wyprodukowany w 2002 roku i zarejestrowano go pod numerem 9M-MRO. Była to jednocześnie 404. maszyna tego typu wyprodukowana przez Boeing. Zaginięciu samolotu towarzyszyło wiele sensacyjnych doniesień, spekulacji, teorii spiskowych i domysłów. Większość miała niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nas jednak interesują przede wszystkim wątki związane ze służbami. Pasażerowie ze skradzioną tożsamością Już w kilka godzin po zniknięciu MH370 z radarów podano informację, że tożsamość co najmniej dwóch pasażerów przebywających na pokładzie nie pokrywa się z danymi osobowymi zawartymi na liście pasażerów. Austriak Christian Kozel oraz Włoch Luigi Maraldi znajdowali się na liście pasażerów, ale nie podróżowali tym rejsem. Obydwaj natomiast stracili swoje paszporty podczas wakacji w Tajlandii w 2012 i 2013 roku. Okazuje się, że na skradzionych tożsamościach podróżowali dwaj obywatele Iranu (19 i 29 letni) , którzy chcieli się dostać do Europy w celu uzyskania azylu. Obydwaj zostali gruntowni sprawdzeni przez służby (także Interpol) i okazało się, że w żadnych bazach danych nie funkcjonowali dotychczas jako osoby podejrzane lub mające związek z terroryzmem. W toku śledztwa udało się także nawiązać kontakt z matką jednego z nich przebywającą już w Niemczech, potwierdziła tę wersję zdarzeń. Drugi z podróżujących miał zamiar dotrzeć do Danii gdzie także przebywała już jego rodzina. Miejsce katastrofy – Ocean Indyjski 29 lipca 2015 na plaży wyspy Reunion na Oceanie Indyjskim (terytorium zamorskie Francji) odnaleziono dwumetrową część skrzydła (klapolotka), fragment fotela oraz okna samolotu. Zarówno premier Malezji jak i francuscy eksperci potwierdzili, że szczątki należały do Boeinga 777 realizującego rejs MH370. Kolejne części odkryto na Mauritius oraz na Malediwach i Madagaskarze. To pozwala przypuszczać, że samolot rzeczywiście dokonał skrętu i znalazł się nad Oceanem Indyjskim. O ile radary, także wojskowe, okazały się mało pomocne, to brytyjski system firmy Inmarsat wskazał, że zaginiony samolot logował się kilkukrotnie za pośrednictwem łączności satelitarnej po zniknięciu z radarów. Oznacza to, że po utracie łączności samolot znajdował się w powietrzu jeszcze ponad 7 godzin. Nie wiemy jakie były przyczyny ani w jakim stanie znajdowali się pasażerowie i załoga. Pośród wielu teorii pojawiły się dwie, najbardziej prawdopodobne: na pokładzie doszło do dekompresji lub na skutek pożaru łatwopalnych baterii litowych doszło do zatrucia i w konsekwencji do śmierci pasażerów i załogi a samolot kontynuował podróż na „autopilocie” i rozbił się po wyczerpaniu paliwa. Wątek amerykańskiej bazy szpiegowskiej Ale media francuskie (tygodnik Paris Match) zwracają uwagę na jeszcze dwa ciekawe fakty. Wkrótce po zniknięciu samolotu, służby przeprowadziły przeszukania w domach obydwu pilotów. W domu kapitana odnaleziono symulator, na którym pilot trenował manewry lądowania. Okazało się, że w ostatnim czasie przed zaginięciem maszyny kaptan koncentrował się na lądowaniu charakterystycznym dla krótkich pasów startowych. Pośród portów docelowych znalazły się Malediwy i Diego Garcia. Dodajmy, że ta ostatnia znajduje się w archipelagu wysp, w środkowej części Oceanu Indyjskiego i stanowi jedną z potężniejszych baz wywiadowczych USA. Prowadzi się stamtąd nie tylko nasłuch, ale także koordynuje prace satelitów szpiegowskich, wreszcie na wyspie mają swoja bazę bombowce strategiczne B2. Śledczy z FBI po zbadaniu symulatora ustalili, że dane dotyczące lądowań zostały usunięte miesiąc przed feralnym lotem. Być może całkiem przypadkowo. Możliwe także, że wybór pasów do lądowania nie był determinowany lokalizacją tylko długością pasa. Idźmy dalej. Mieszkańcy wyspy Kudahuvadhoo, w skrajnej, południowej części archipelagu należącego do Malediwów, znaleźli gaśnicę z Boeinga. Było to dwa tygodnie po zaginięciu maszyny. Została ona szybko odzyskana przez wojsko a władze ucięły temat, odmawiając odpowiedzi na pytania. Rankiem 9 marca, tuż przed 7 rano, mieszkańcy wyspy widzieli przelatujący na niewielkiej wysokości duży samolot. Zwrócono na niego uwagę ponieważ nikt wcześniej nie widział podobnego. Ich zeznania zostały zebrane przez policję i wojsko, jednak władze ponownie odmówiły odpowiedzi na pytania co z tych zeznań wynika. Armia wyraźnie prosiła, aby ludzie nie rozmawiali z mediami. Może dlatego, że samolot zmierzał do Diego Garcia, bazy oddalonej o około 1000 km na południe od Kudahuvadhoo? I jeszcze jeden element. Badacze historii MH370 zwracają uwagę, że to mało prawdopodobne aby w takiej bazie jaką jest Diego Garcia nie zwrócono uwagi na samolot lecący „poza planem” w odległości zaledwie 1000 km (godzina lotu), choćby z obawy o możliwy zamach. Czyżby zatem samolot został zestrzelony przez amerykańskie lotnictwo po tym, jak milczał wzywany przez radio? I na koniec chyba najmniej znany element być może mający jednak związek ze sprawą. Otóż we wrześniu 2017 roku na Madagaskarze zastrzelony został konsul Malezji – Zamid Raza. Dyplomata był zaangażowany w badanie sprawy MH370, współpracował z wynajętym przez rodziny ofiar, prywatnym detektywem. Przed śmiercią twierdził, że jest bliski rozwiązania zagadki, a część dowodów miał przekazać bezpośrednio do Malezji. Sprawców jego zabójstwa nie udało się ująć. Podobnie jak nieznane pozostały motywy zbrodni. Niestety, w sprawie MH370 każda z wersji jest prawdopodobna, ale będziemy się tej sprawie przyglądać ze szczególną uwagą. Fot. Wikipedia

lot mh370 teorie spiskowe